wichury

Dodano 29 marca 2010, w ., przez pszygody

katuszy dzień drugi.. niepójście na zajęcia usprawiedliwiam chorobą, rozstrojem nerwowym w zasadzie.. dwa dni na zmianę wystroju życia to mało czasu, muszę się przyzwyczaić.. a nowi lokatorzy przybędą jeszcze dzisiaj. maryjka wysyła mi co jakiś czas (niczym tlen śmiertelnie choremu) muminki.mp3. żebym sobie posłuchała, a ja chodzę z pokoju do pokoju, zanurzam głowę w stare kąty, myślę, piję miętę, spadam z tapczanu i naprzemiennie próbuję wyskoczyć na powierzchnię, ale dziś jest niedosiężna. przygniata mi loki i poddusza. wycinam w nich wzorki z rozpaczy. z łez kleję babki z piasku.do nogawek przyczepiły mi się wspomnienia i nie chcą odpaść nawet gdy potrząsam. łkam do szafy. połykam słoną papaję. brak mi chusteczek.

oglądaliśmy wczoraj z mateuszem casablancę; Ty jesteś ingrid – powiedział..
a potem albo przedtem dał mi babę, taką kolorową co się święci w niedzielę. Maryjka napisała, że kołakowski mówi, że alicja skakała w dół i leciała bez końca i jeszcze łapała marmoladę pomarańczową w locie..to ja też tak chcę. 
idąwszy dziś gdzieś miastem mijałam pana antenkę, który też mnie nie poznał, mnie zmylił kapelusz (co to za pan antenka bez beretu z antenką?), jego pewnie okulary i smutna mina (co to za przygoda bez uśmiechu?).  
a teraz pozwólcie, posłucham muminków. 
homek ruszył w nieprzeniknione ciemności.. potem wszedł na schody, które ni stąd ni zowąd kończyły się w powietrzu..
Otagowane:  

św.Tomasza, Wichury, Kraków

Dodano 28 marca 2010, w ., przez pszygody

islandia.. od rana (nie śpię od 6.40, a właściwie od 5.40, wszak
zmienialiśmy dzisiaj czas) chodzi mi po głowie pytanie: czy by aby tam
nie zamieszkać. islandczycy (mam ich pod lupą; 59 młodych i trochę
starszych gościmy w aqq) są spokojni, grzeczni, wszystko po sobie
zmywają, nie biegają jak np. anglicy czy irlandczycy, nie drą się jak
hiszpanie czy japończycy, za to nie mówią dzień dobry, nie uśmiechają
się prawie wcale, przemieszczają się bezszelestnie, jakby gromadzili
całą energię na wtedy, kiedy będzie potrzebna. z ciekawostek to taka, że
jak wchodzą pod prysznic to na klamkę przywieszają jakiś papier np.
ulotkę albo papierowy ręcznik – żeby im nie przeszkadzano. wyglądają na
smutnych, ale chyba tacy nie są. dużo piją, piwa, chociaż może to tak
tylko wygląda, zebrałam po nich z 50 puszek, z czego w większości była
niedopita połowa (wszystko wylałam do zlewu).. zagadnięci podnoszą
spuszczoną całodobowo głowę i patrzą w oczy przenikliwie, zdziwieni, że
coś do nich mówię, nie odwzajemniają uśmiechu, odpowiadają precyzyjnie,
trzymają dystans. w większości, jeden opiekun co lubi cukierki (mam tu
tacę z wystawionymi i ciągle podbiera) nawet się uśmiechnął przy
oddawaniu klucza.

pod schodami na piętrze spał dziś miły pan żul, ten co zwykle, poznałam
po chrapaniu, nie bardzo chciałam go wywalać, poza tym moje groźby nic
nie pomagały. wyszedl dopiero jak mu powiedzialam, że już jedenasta i że
nie wypada tak długo spać, podniósł na mnie swoją zdziwioność, odparł,
że przeprasza najmocniej, ale nie miał pojęcia, że już tak późno.
zostawił kilo cukru, w prezencie i podzięce.

płakać mi się chce jakoś od wczoraj wieczora.
słucham sobie szopena, a po lekturze obcasów o umierającym w mękach
biedaku inaczej mi teraz brzmią jego kawałki. biedny chłop. ważył 44kg.
jak umarł,a niski nie był. i głupia grzegorzyca piasek, spaliła swoje z
nim korespondencje..

ech, naukowcy szukają bozonu Higgsa, polacy popierdzielają z palemkami
do kościołów, a ja się smucę, że już nie będę mieszkać z maryjką. ale
dla mnie to jest naprawdę traumogedia. lepszej współlokatorki nie
znajdziesz. maryjjka to nauczycielka, psycholożka, uspokajanka, kompanka
do wina i innych napojów, najlepsza kucharka jaką znam, jeden z
najtęższych łbów z jakimi obcowałam, myślicielka i gospodyni (i to jak
dobra!), najlepszy przykład feministki, która nienawidzi feminizmu, bo
czy można go lubić i jednocześnie mówić, że się nie czyta książek
napisanych przez kobiety, bo są to zawsze książki słabe? cztery lata
wspólnego pożycia..

oznaki załamania łągodzę miętą i cukierkami, ale łzy jak grochy zatykają
gardło, nic nie słyszę i nie wiem co piszę.
to jeszcze jeden pogorelich.

jeszcze mi się kuuurwa zepsuły ulubione trampki ;(

szukam współlokatorów; hm? hm?
 słyszę krzyki i piski, widzę wrzawę i
tłum, wszyscy kotłują się pod drzwiami na wichury..

Otagowane:  

somalia, senegal, czyli aqq

Dodano 26 marca 2010, w ., przez pszygody

czytam sobie cv które przychodzą na hostelowego mejla, hm hm, np. jedna
pani wysłała cv w tapetę:różowa w kropk! no szok! a drugi pan, co lubi
tańczyć
(wiem z podpunktu: zainteresowania) zrobił tapetę w sebie
tańczącego ;] a inny pan w zainteresowaniach napisał:

Alternatywne źródła energii^^ wybaczam mu bo studiuje na
agh;]
Ricsi doniósł mi, że jednak oda vagyok mag
áért to nie takie
rewolucyjne, bo znaczy: uwielbiam panią/pana.. no więc dementuję i
rozwalam konstrukcję poprzedniej notki. a apropo Węgrów, to zauważam, że
nie lubią mówić po węgiersku, np.przed chwilą jeden piękny, ale
naprawdę piękny przyszedł tu do mnie rozmawiać o interesach i ja mu się
przedstawiam po węgiersku a on do mnie
„ok, but maybe we can speak
english?” albo brzmiałam bardzo chwiejnie albo nie wiem:) słucham sobie
manciniego. dzisiaj w muzycznym zapasie niesamowity kawałek, który
wykradłam bani:



reszta tego co akurat słucham nie nadaje się do upubliczniania..^^

Otagowane:  

barbados

Dodano 25 marca 2010, w ., przez pszygody

idąc za radą siostry spędziłam wczoraj bezsenny czas zasypiania w laboratorium w głowie, laboratorium ma miekki fotel, na którym usiaam i z jego głębi obserwowałam zaproszoną do laboratorium osobę. trzeba się było z nią rozprawić, ale inaczej niż przepisowo – czyli inaczej niż tłuc po głowie, pluć, a potem tulić, żeby nie było niedomówień.. rozprawiałam się wczoraj z niewidzilnymi wyrzutami sumienia, wszelakimi; zasnęłam, a zestresowana jasnością i brakiem sygnału budzenia obudziłam się o 5, noce pełne wrażeń; młode duszki i duchinki szaleją, wykluwają się z pąków otwierających oczy liści, ześlizgują się po chitynowych odwłoczkach biedronek, na których przespały zimę.. a.. znalazłam ostatnio w kubku z resztą czyjejś kawy muchę, jeszcze ruszała nibynóżkami, wylałam je delikatnie do zlewu i czekałam aż musze obeschną skrzydła.. ale ktoś mnie wezwał na recepcję i nie wiem czy przeżyła. prawie jak Gombrowicz..

Maria zajeżdża na weekend, tomasz również, a miałam mieć wolny dom i wyprawić babski wieczór dla chłopaków z hungrystyki, bo się mijamy ostatnio.. o proszę bardzo: okrywka, to po wegiersku: burok :)
zapowiadają się głęboko rodzinne święta.. nawet tobi przyjedzie :)
a dziś robię sobie dzień przygody i pozwalam na co tylko mi się zachce. np. kupiłam właściwą porcję łososia, buraki z chrzanem (zazwyczaj beloved, ale dziś wyjątkowo octowe:/) migdały w czekoladzie, ryrki (tzn. chciałam napisać: rurki) z nadzieniem orzechowym, pur-pur, pastę śródziemnomorską i nową szczoteczkę do zębów.. raj. to wszystko przez mantrę, którą sobie parę dni powtarzam: 
Oda vagyok magáér


co znaczy mniej wiecej: uwielbiam się:) no i wyszło.. ale przysięgam, że nie znałam znaczenia tego wyrażenia:)

zawiodłam się na doktorku.ko.. niedawno przekonywał nas, że filolog musi znać się na wszystkim, wiedzieć jak się nazywają specjalistyczne części samochodu, konia,musi odróżniać szkołę powszechną od podstawowej, cummulllusy od cirrussóów, ściorniki od śniadków.. a sam nie wie czym się różni bułany od kasztanka.. i jeszcze chyba nie wiedział, kto napisał noce i dnie.. bo jak powiedziałam, że dąbrowska, to zareagował oburzeniem, jakby to była zła odpowiedź.. ale myślę, że nie dosłyszał i mu wyszła jakaś garkowska :) 

http://www.youtube.com/watch?v=7H5-QG2b3bM
 -
matthew będzie w krk w maju.. nie mam zamiaru przegapić.

(zadzwoniła do mnie przed chwilą kati, której wysłałam smsa po węgiersku i zaczęła: szia.. i jak odpwiedziałam „cześć kati” to się bardzo zdziwiła, bo po smsie nie poznała, że jestem polką, a nie miała mojego numeru.. jupijupi!) 

mam ochotę na jakiegoś woody allena.. a sąsiedzi do przed chwilą mieli ognisko przed blokiem i śpiewali na gitarach na przemian z puszczaniem techniawki. uroczy klimat.

wypożyczyłam przerażającą książkę, autor to eginald schlattner, siedmiogrodzianin i sas, na którym securitate mściło się za hitlera. pierwszych trzydzieści stron i doceniam ciepłą kołdrę, pracę, czekoladę, wiosnę, zdrowie, rajską bibliotekę, dostęp do internetu, wody, papieru toaletowego, krzesła i lampki, skarpetek, gumki w majtkach, szczoteczki do zębów i nieregulowanych godzin załatwiania się.. ‚czerwone rękawiczki’ polecam. 

mámor és varázs!

belgja,

Dodano 21 marca 2010, w ., przez pszygody

Nie dostałyśmy z jelenką zaproszenia pod kembridż na te wakacje, myślę sobie, że albo zostanę w polszy (może zameszkam tam, gdzie aktualnie będzie mieszkał kapitan timi) i będę szyć (bardzo chcę się w końcu nauczyć obsługiwać moją machinę) albo pojadę na węgry uczyć się węgierskiego, pracując i pewno mieszkając w jakimś hostelu; dziś jest dzień refleksyjniczny, wpuszczam w siebie ogromne ilości smutnej muzyki, np to: 

 
(uielbiam w tej piosence wszystko, co dzieje się po 4 minucie 43 sekundach) i przepisuję trochę bezwiednie węgierskie wyrażenia.. pytanie, czemu mnie to dopada wtedy, gdy na drugi dzień mam kolokwium? dawno nie robiłam żadnego bilansu:
porządki: w tagach na blogu, teraz widać wszystkie i wykasowałam te, które nie odsyłały do muzyki;
herbaty: mięta za 0,89 smakuje tak samo jak mięta za 3,59.
filmy: niedobejrzany wczoraj „unmade beds” ale z 1996, jakiś strasznie dziwny, timek zasnął mi na brzuchu w pół pierwszej połówki, a ja się poddałam po 43 minutach. dołujący. o grubych albo zubożałych albo sfrustrowanych amerykanach, którzy szukają miłości albo pieniędzy albo zrozumienia i szacunku pomimo niskiego wzrostu. najgorsze, że w tym filmie każdy grał siebie.
tryb rozkazujący: przygnębia mnie, jest za trudny, wszystko mi się miesza.
pomysły na książkę: 2, z czego jeden dobry (tytuły: „mitkologia”) a drugiego nie ma, choć to pod nim lepiej coś by się napisało
czas: teraźniejszy, niedokonany, zaprzepaszczony, lekko odratowany, stresujący i ciężki, ale wspomagany. 
dzień: pamiętny, smutny i od 15 lat popsuty; nie wolno mi się nim cieszyć jako pierwszym dniem wiosny, tego dnia co roku robię wycieczkę do przeszłości i nie wsiadam do samochodu, a jak mogę – idę na smętaż. 
słowo dnia: szagówki* 
kiść dnia: czerwonych winogron, lekko rozstrojna, zjadłam owszem za dużo
postanowienie dnia: zmienić się na lepsze, pójść jutro rano biegać, 
podejrzenie dnia:, że mam wszy, ciągle mnie swędzi łeb.
co pamiętam o mamie?: że jak byłyśmy małe z siostrą to nas brzydko obcięła, na wysokości ok.10 centymetrów od czubka głowy wycieniowała nam dookoła wiezrchnią warstwę włosów – resztę pozostawiając długą tak na 40 cm. wyglądało paskudnie, jak u poniemieckich dzieci jakichś, mam gdzieś zdjęcie; albo że jak kiedyś piekła placek i coś akurat miksowała to podeszłam za blisko i mi się wkręciły włosy aż do skóry i bolało. Moja Mariatka twierdzi, że to dlatego boję się gotować i nie umiem piec placków i jeszcze, że od tamtej pory kręcą mi się włosy; jeszcze pamiętam, że czasem miała przy sobie takie śliczne papierowe torebki z nadrukowanymi pastelowymi kułkami, za którymi to chowały sie jakieś słodkie pyszności, uwielbiałam wygląd tych torebek. pamiętam, że nie ładnie jej było bez grzywki i że mocno malowala oczy. 
wydarzenie tygodnia: pojechaliśmy z timim do bonarki, przypadkiem, znaleźliśmy w środku spokój od zatłoczonego (żufold) miasta; sklepy są ogromne, przestrzeń przytłacająca, bo można było zostawić tam drzewa a są martwe betony i sterylne ściany pachnące postponowoczesną bryłowatością.
grzechy główne (vs. ja): kupiłam markery made in china. 
gdyby życie zamienić na ilość: mało mówić, dużo robić, mało jeść, dużo pić, mało narzekać, dużo się śmiać, mało chorować, dużo się cieszyć, mało wiedzieć, dużo rozumieć, mało się interesować, dużo myśleć, mało mieć, dużo żyć.
bezsensów: multum
bzików: ostatnio marzy mi się koń na własność, i dom z trawą dookoła, i górami i dołkami i kaczeńcami wzdłuż jeziora. i mitologia grejwsa, 
wyzwanie roku: (tego jak i minionych): zdać PiMP i uporać się w końcu z licencjatem.
już wiosna. 

miesza mi się 

 dawałam to już?

* po wielkopolsku, po babci, kluski śląskie, babcia miała babcię niemke (z domu henkel) i pewnie to stąd ten germanizm, a na spagetti mówiła: szpageti; a może była węgierką?)
Otagowane:  

Indie, dżakarta

Dodano 21 marca 2010, w ., przez pszygody

Śniło mi się, że odwiedzam Indie, a tam trwa akurat święto.. nie pamiętam nazwy, ale polegało na tym, że tubylcy zjadali stosy kupy, obrzydliwie śmierdzącej, przypominającej kopiec kreta, obślizgłej i plastelinowatej; obserwowałam zszokowana małą skośnooką i czarnowłosą dziewczynkę, która rąbała z wykrzywioną twarzą czubek górki by to wszystko z nawiązką zaraz zwrócić.. obwymiotowała biedna sobie buzię aż jej zwisały ze skroni po skosie kropelki wymiocin, co mi się jeszcze we śnie skojarzyło z ozdobami z pereł, które kobiety czasem tam noszą. przerażający sen.

Będzie padać, dobrze, deszcz jest dobry.

na niedzielę jedna z ulubieńszych the tiny: 


a poszłam do pani Matuszek umówić się na egzamin i największy wstyd, gdy zapytała z kim miałam ćwiczenia pozytywizmu i młodej polszy, odparłam, że oj, nie pamiętam nazwiska.. ale ten doktor prowadzi wydawnictwo, khy :) na szczęście ona pamiętała nazwisko..

kto dał skandynawom takie talenta muzyczne? i skąd oni wszyscy umieją grać na pile?
Otagowane:  

Sahara, Spain

Dodano 17 marca 2010, w ., przez pszygody

w zasadzie to nie mogę pisać, taka łolaboga zaległa, jak będę patrzeć na to z dystansu, to pewnie napiszę. tymczasem quick note z roboty w celu zamontowania ku pamięci tej pjosnki:


cholerny ból głowy. pewno ciśnienie..
szczęśliwie timki bings przyjedzie i zawiezie, grr… :)
a doktorek.ko wczoraj ładnie mnie pochwalił za skrawek tłumaczenia.. aż bym rzuciła pracę i tylko się uczyła, byle jeszcze pochwalił!
wspominałyśmy dziś z karoliną postać dżidżiego la trotola, że w głowie mu były same białe majteczki, że rzut tulipan, że jedzenie ryżu i ajuto;

skoro o japonii mowa.. a jeszcze, jak jest kolejka w magyarskiej toalecie to chodzę do japońskie, wizawi, i zawsze słucham, bo sale są otwarte, jak ćwiczą fonetykę..

Otagowane:  

syrja, sri lanka

Dodano 11 marca 2010, w ., przez pszygody

nie śpię tak z trzydziestą piątą godzinę.. człowiek się przyzwyczaja po jakimś czasie.. w mojej ulubionej pracy tak się zdarzyło, że nie miał mnie kto zmienić po nocy (10h) więc zostałam sobie jeszcze 5 godzin, co tam;] mm.. rozkosz. a jak mi się drzemało koło 4, 5 to miałam serię koszmarów.. ale i tak najgorszym jest chyba śnieg moczący bezpardonowo chodniki.. nie wiadomo po jakiego grzyba. ale jeszcze jedna dziwna rzecz to nękające mnie telefony.. tzn.odebrałam dwa głuche „ismeretlen”, nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że pierwszy był wczoraj w nocy, o 3; czyjaś niespkojna dusza nie spała, ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.. 

Maria zakochała się w Syrii, ja zakochałam się w syryjskiej muzyce: 

Kupiłam sobie dziś ‚biegnącą z wilkami’ i ku zdziwieniu znalazłam dedykację po węgiersku, pisarka jednak Węgierką nie jest, o co chodzi? Jak to przeczytam – będę bardzo mądra. Nastruj jak u Witkacego, gdy Nina nie chciała przyjechać do Zakopanego, jak po papierosach i peyotlu, bezsen zmienia się w bezsens. Brak siłu do motywowania sobie wszystkiego ukazuje szare widmo ścian. co znaczy lilak? pusczę to sobie jeszcze raz.. a jeszcze nie mogę sobie przypomnieć jak się nazywa kocyk, który się zakłada koniu pod siodło..o już wiem, czaprak :) z kontextu wyczytałam, że o to chodzi, ale nie mogłam znaleźć polskiej nazwy..
widziałam dzisiaj psa z ludzkimi oczami, całymi jasnobrązowymi, chciał coś do mnie powiedzieć, gdy się mijaliśmy, ale jego bewzględny właściciel pociągnął go i.. i już się nie do wiem, co. 
tymczasem robie wiosenne porządki, wszak już połowa marca..
mateusz przyjechał, niezawodnym znakiem jest ryk skodowego silnika tuż pod moim oknem.. nawet go lubię, jak akurat nie próbuję zasnąć..:)
wczoraj idąc z natalką plantami wskazałam na nadjężdżającą z przeciwka dziewczynę na rowerku z wielką niebieską czapką, zaczęłam się nimi zachwycać, ale w pewnej odległości musiałm przestać, żeby móc krzyknąć: zuza! :) tak oto spotkałam zuzę.
a potem spotkałam Staśa, albo i wcześnej? dziś nie potrafię powiedzieć.. Staś jakby wysmuklał, a ja w jego oczach rozjaśniałam. a na jabłonowskich przyszedł dziś chłopak w krótkich portkach, rudy do tego.  na ten widok elejn aż wylała sobie kompot do schabowego, ubaw. a potem, albo i przedtem mignął mi karolka. ledwo go poznałam, tak mnie oczy bolały od zachmurzenia i nieprzespanej nocy, ładny miał kaszkiet.
ech, muszę się spakować, wszak jutro ruszam na północ. a jeszcze chcę dokończyć porządki, pilota californication, tłumaczenie o koniu i jeszcze trza by kiedy pójść spać. 
zatem komu w drogę, ten ma łopatkę..
Otagowane:  

magyarország, veszprem

Dodano 9 marca 2010, w ., przez pszygody

Wczoraj był dzień kobiet i warmuzik upiekł cisteczka, żebyśmy wszystkie w grupie mogły spróbować, ileż było radości! warmuzik - dobry materiał na męża, jak zachęca pani lidka, umie piec, na święta przebierze się za mikulasa, a jeszcze mówi po węgiersku^^ (a tu piosenka zaproponowana przez niego na fb. 

 nagyon gyönyörű:)

świat się zmienia z każdą chwilą, niektórzy mają tyle odwagi by wziąć wszystko we własne ręce i wystrzelić się rakietą w przestwór.. a Maria przywiozła z Syrii cukierki składające się z rachajakbytłukum, pistacji w to wcielonych i w całości obtoczone pachnącymi płatkami róż.. a ja się podniecałam nie tak dawno liofilizowanymi truskawkami..
świat stanął na łbie i wierzga nohavicami..
jestem już stara, przeszłam na tryb życia taki, że wstaję o 6 rano, prawie ze słoneczkiem, kładę się o 22, gdyż jestem b.zmęczona sztucznym światłem. boję się nocy; jakby mogła przynieść coś strasznego gdy tak tu sama siedzę i popijam jakąś herbatę.
świat.. 

http://www.myspace.com/tukezoo
 - a z tego polecam délibáb.
Otagowane:  

Francja, Rumunia.

Dodano 4 marca 2010, w ., przez pszygody

Myślę sobie, że najlepsza muzyka to czasem taka bez refrenów, gdzie nic się nie powtarza i wszystko składa się z różnych części, namieszanych, wyzwolonych, innych tematycznie, źródłowo i nawet różniących się tempem, użytymi instrumentami, klimatem. jak la bel ete vanessy bruno; a potem myślę o koncercie z syryjskimi grajkami i o niepokojąco smutnym, powracającym jak deszcz wiosną motywie, trącającym przy przelatywaniu jakieś niesprecyzowane struny smutku. 

nie wiedziałam, że iwaszkiewicz był gejem, tzn. żonatym i córkatym starszym panem z pociągiem do mężczyzn, który się obruszył, jak go raz wzięto do jakiejś miejscowości i przyprowadzono chłopców, jurnych i dyrnych i się wściekł; niech zacytuję: „z oczekiwania na tych <<chłopców>> wynikało, że są to chłopcy do konsumpcji na miejscu, co mnie przeraziło. …zacząłem się rozpytywać o powrotne tramwaje, ten obcy facet (którego elegancka obecność mocno speszyła Iwaszkiewicza) wyszedł, a Henio i Steć wzięli tych dwóch chłopaków do bocznych pokoi, jak w burdelu. Nie mogłem wyjść zaraz, bo mój płaszcz był w pokoju gdzie był Henio. Wściekłość moja nie miała granic… Więc oni myśleli, że ja, prawie 70cioletni facet, Jarosław Iwaszkiewicz, mąż ojciec, dziadej – mogę w ten sposób załatwiać swoje sprawy erotyczne. Publicznie chędożyć nieznajomych chłopaków? Coś podobnego. Dlatego że mam pociąg do mężczyzn, to od razu już tak?”
nie lubię jak ktoś nie lubi gejów; ludziom przeszkadza gdy się inny kochają, gdy sie tłuką – już mniej. nie pojmuję.
i jeszcze ten fragment mi się udał: „Danilewiczowa pyta…, dlaczego w moich nowelach wszyscy mężczyźni płaczą. Bo wszystkie nowele są o mnie, droga pani Danilewiczowa.”
między siódmym a ósmym piętrem w Paderewianum zatrzymała się dziś winda, na 3 minuty przed rozpoczęciem wykładu o Rumunii.. najbardziej żal mi było zajęć; dr Jurczak jest fascynatem i uwielbiam go słuchać. Spóźniłam się pół godziny.. nic nie działa jak powinno na UJocie. 
znalazłam najpyszniejsze płatki mm, pełne ziaren, chrupiące i nie mięknące od mleka, niektóre polane grubą warstwą pysznej czekolady a do tego plasterki suszonych trukawek, takich prawdziwych! no miód malina! albo właśnie truskawka czekolada:) 
kibicuje elejn, która je ostatnio same jabłka; podziwiam; ja w ramach zdrowego odżywiania kupiłam sobie gorzką czekoladę alpen gold, nie jest przesadnie gorzka i mi smakuje.
moja siostra ma dziś urodziny! kongrats:)
i mam ochotę czytać różne rzeczy.. np.europę dejwisa, albo nową żmiję sapkowskiego, albo węgierskiego magnata, którego nii ma..a być musi, bo to lektura. 
szyneczka przypomniała mi moją dawną miłość: 

 :)
Otagowane:  

  • RSS