sam środek Polski

Dodano 24 lutego 2010, w ., przez pszygody

Kto dał prawo starym grzybom do komentowania wyglądu młodych dziewcząt? jakim prawem spleśniałe dziadki z brakiem mózgu, często głupsi ode mnie mogą (bo mają jakieś dziwne publiczne przyzwolennie na to i to robią) zawstydzić mnie np.gdy jestem w pracy; rzucają do swoich kolegów: ale tu macie ładne dziewczynki, muszę poprosić właściciela, żeby mi też taką naszykował (z dzisiaj). Jak się bronić, żeby nie wyjść na śmieszną i przewrażliwioną? głupio się uśmiechnąć ? a może podziękować za komplement? każdego kto rzuca w moim towarzystwie takim tekstem poczytam za głupszego co najmniej ode mnie. zresztą , jak nie uznać za głupszego takich ingenierów, co to wiercą ściany przez szafkę, i potem rozwalają rury w ścianie. koszmar z uchwytami.
Natalka, koleżanka z pracy zrobiła sobie wstrząs mózgu ćwicząc jogę. hm. zawsze miałam jakąś awersję do jogi.. poszłam raz na lekcję próbną i było straaasznie nudno.. trudno mi zrozumieć taką filozofię ujarzmiania energii; łatwiej się relaksuję wysiłkując energię,  wybiegując ją czy coś. a robienie świecy i zakładanie nóg jedna za drugą jest jakieś zbyt statyczne; nudzi;
odkryłam pyszny deser (śmietankowy raj, zott) jest niedrogi i w odróżnieniu od deseru z koroną jest w szerszym opakowaniu i śmietanki jest więcej, troszkę mniej niż samego deseru.. ale pal licho śmietankę.. co oni zrobili z kakaowością -> to właśnie zasługuje na pochwałę! i jeszcze felixa rodzynki i orzeszki w białej czekoladzie.. mm.

wczorajszy konsert maryjny (Maria Zzel.) : pierwszy raz (wstyd przyznać) byłam w filharmonii; jedno jest wiadome: gdzie poszli wszyscy  ładni chłopcy – do filharmonii właśnie. panie sprzedające program, lubię ich zszokowany dyskretnie, ale wyraźnie wzrok, gdy widzą mnie w kolorowej sukience, z kolorową torebką ale w pełni elegancką; a one w tych czarnych uniformach, jedną od drugiej nie sposób odróżnić. a samo granie.. miło spędziłam czas; ale niczego mi nie urwało:) chociaż momentami bałam się, że drygent wierzgnie       batutą i zdzieli kogoś przypadkiem, podskakiwał na tym podiumentum jak szalony.
co mi chodzi po głowie?:


a od bani mam taką ładnostkę:
http://www.youtube.com/watch?v=LGAkpRncNbQ

Otagowane:  

LaboLatorium, Piorytet, Polska

Dodano 22 lutego 2010, w ., przez pszygody

1) 
http://lamalakomix.blogspot.com/
  to są wesołe komixy (polecam odcinki z szymonem, te dolne


2) śniło mi się, że latam i że nawet jestem instruktorką; lewą rękę trzeba wyciagnąć przed siebie, ułożyć się w pozycji poziomej i resztą już sterować z mózgu

3) wczoraj niesamowity Australijczyko-Koreańczyk poczęstował mnie prawdziwą herbatą Vintage Pu Erh, pachącą ziemią, w której leżała przez 30 lat i wzbogacałą się w witaminy, związki mineralne itd. po 4 filiżankach byłam jak na haju, a filiżanka była z zestawu podróżnego, bardzo ładnego, porcelanowego; Pan Australo-Koreańczyk opowiedział mi, że w Tybecie na lancz jada się herbatę (taką właśnie, albo podobną) z dodatkiem masła jaka. mateuszowi opowiedział, że w Brazylii wszystko jest duże za wyjątkiem włosów łonowych brazylijek. i jeszcze mi powiedział co zrobić, żeby kalepusz odzyskał swój sztywny kształt (wystarczy zagotować wodę w starym czajniku gdzie czai się kamień i zmoczyć kapelusz parą z tegoż i następnie ukształować kapelusz i poczekać aż wyschnie). i pojechał, do Budapesztu. teraz szukam takiej herbaty w Polsce..  bo na trochę przestała mnie po niej boleć noga! prawdziwy cud! Pan wytłumaczył, że to przez to, że herbata poprawia krążenie.. ale ja tu czuję jakiś szwindel koreański! to są na pewno ziółka młodości..:) czy coś.

4) a pani przykleiła mi po pobraniu krwi taki przylepiec z dużą ilością klajstru i jak se odczepiałam to mnie bolało. 


6) dużo różnych myśli.
Otagowane:  

Arsta, Stockholm

Dodano 21 lutego 2010, w ., przez pszygody

przypadkiem wcisnęłam przycisk: pokaż podobny blog (do mojego) i wyskoczyła ta strona: 
http://zimnywiatr83.blog.pl/
 nie wiem czym się kierowała maszyna losująca i co powiedziała by na to komisja gier i zabaw, ale chyba zostały złamane jakieś reguły. jedyne podobieństwo jakie widzę to brak komentarzy ^^ (ale na moim blogu to jest wynik zachwytu czytelników, brak Wam słów, wiem to, boicie się konkurować z moim geniuszem pisatorskim) nie mogę uwierzyć w tagi tej dziewczyny: jest jeden. „smutek” i pewnie odsyła do każdego wpisu. blog poraża. o! to jest pewnie powód, dla którego maszyna uznała, że mój jest do tego podobny^^ 

zadzwoniłam do taty „może przyjadę, dawno cię nie widziałam”; „nie kasia, coś ty, szkoda pieniędzy”. no tak. w sumie byłam niedawno, w grudniu. 
pięknie jest dzisiaj na dworze. aż bym sie komuś oświadczyła.

Otagowane:  

New York/Helsinki

Dodano 20 lutego 2010, w ., przez pszygody

chodzenie na konczerty pojedynczo tylko wtedy mnie krępuje, gdy sobie „łóóóółuję” klaszcząc po jakimś utworze, mam wrażenie, że obcy sąsiedzi myślą, że jestem nienormalna i wydaje mi się wtedy, że pojedynczym ludziom nie wypada robić „łół”, że to jest jakby zarezerwowane do pokazywania kolegom, z którymi się przyszło; że to wyraz tego jak nam sie podoba ale nie w ramach dziękowań muzykom, ale w ramach porozumienia ze znajomymi.. a ostatni koncert świetny, bardzo mi się udał, było jazzowo z syryjską fabułą. a jeden kawałek był taki, że mi spadły trzewiki, naprawdę, piękny, głęboki (bo pogłębiony przez ślicznego dj’a (odgłosami dzieci bawiących się na dworze), gitarzystę basowego, pianino, saksofon i piszczałkę arabską o uroczej, hipnotyzującej barwie.. no i jeszcze były bębny.. i wszyscy zgrali się w taką najsmutniejszą możliwą melodię, i za każdym powtórzeniem coraz smutniej się robiło i jednocześnie chciało się wyskoczyć z rzędu i złapać te ulotne dźwięki do słoika. i zjeść, żeby zostały wewnątrz. i ten kawałek jest nie do odzyskania, był na żywo, nie ma go na żadnej płycie; skomponował go jeden pan arab: iyad haimour, co gra jeszcze na ney (to jest właśnie ta piszczałka), quanoun (takie coś, co się gigla palcami w naparstkach i tak ładnie dzwoni : 

 a to jest właśnie ten pan) i co mam teraz zrobić? 

proszę bardzo, wklejam majspejsa. 
http://www.myspace.com/vukmusic
 zainspirowana do poszukiwań przez pana Antenkę, który dzisiaj występował bez antenki w związki z zimą.
chyba mam w domu kornika, wstałam (po nieprzespanej nocy, spałam od 9 do 12) cała pogryziona po ramionach. kornik co lubi chrupać zmęczoną skórę. albo fluorostencyjne gwiazdki z sufitu zaczynają sie topić ze starości i kapią na mnie za dnia, gdy próbuję spać. 
jeszcze pani maria pomianowska, gwiazda pierwszego koncertu org.przez akad.muz.w krk.: 

i tylko o muzyce dzisiaj. 
i skończył mi się sex w wielkim mieście. to dobrze chyba.
może gdybym zaczęła co dzień spisywać rzeczy, które zjadłam – zobaczyłabym rozmiar rozpusty i wymiękłabym.. ? dziś zaczęło się od fasoli po bretońsku.. a na czym skończyło – jeszcze nie wiadomo. nie chwal dnia przed zdjęciem butów. wiadomo.
języki, których chcę się ostatnio nauczyć: hiszpański, fiński (już mi nie przeszkadza seplenienie Iszpańczyków)
(im safe here with my grammophon)
Otagowane:  

Dodano 19 lutego 2010, w ., przez pszygody

zastanawiam się, jest taka scena w lepiej być nie może, kiedy dżak nikolson przedstawia sobie helen hant i jakiegoś tam aktora, swojego sąsiada i mówi: Carol, kelnerka. Simon, pedał. no i zastanawiam się, gdybym była jego znajomą co by powiedział. kasia, recepcjonistka? (bo to by bylo zawarte w jednym słowie na pewno); kasia, ciasteczkowy potwór? (oryginał z wczoraj) kasia… przygoda? czemu powiedział o niej kelnerka.. czy definiuje nas to, za co nam się płaci? płacą mi za bycie recepcjonistką, więc recepcjonistyczność jest tym co stanowi mnie? dzisiaj mógłby powiedzieć: kasia, depresja, właśnie zjadła 10 ciastek z czekoladą, 15 rurek z nadzieniem kakaowym, kamyczki, pomarańczę, jogurt truskawkowy, 5 kanapek z szynką i powidłami śliwkowymi (pyszne połączenie!) i nie może się doczekać obiadu..i jeszcze naciągnęła sobie wszystkie mięśnie prawej nogi aż do kolana i nie może wybiegać tygodniowego stresu.
konkluzja jest taka, że mateusz straaaasznie tęski za marysią (przytula jej stare dżinsy) i łazi nieogarnięty, jest jak m&m’s bez kolorowej skorupki; a ja nawet nie mogę pierdzieć przy swoim laptopie, bo byle chuchnięcie, poruszenie, mocniejsze wciśnięcie spacji odłącza go od zasilania i się wyłącza.. bo zepsułam baterię i wykrzywiłam wejście od bateryji.. przez 3 lata użytkowania.. i tak, d i f nadal wklejam. 
wczoraj za to (po przerobieniu całej gramatyki z 4 rozdziałów szinesa i wszystkich ćwiczeń do niej) poszłam z marją z. na koncert do akademii.. na scenie odtworzone dawne instrumenty wraz z instrumentarium gębowym, kolekcjonowanym przez muzyków-podróżników, niesamowite bębny we wszystkich rozmiarach, dające się unieść w ręce, grajkowie prawdziwie pochłonięci muzyką, zapaleni; kobzy, dudy, uda, suki biłgorajskie, drumle i piszczałki oraz flety; a przed łazienką w piwnicach piękni chłopcy ćwiczący (z braku sal, jak powierdziła kasia k.studentka akademii, spotkana dziś w drodze na kolokwium) grę na gitarze..


 - bardzo mi to chodzi po głowie od rana..
horoskop mówi, że w tym tygodniu pojawi się jakaś osoba, której nie chcę widzieć; a jak do tej pory raczej tęsknie za ludźmi, których nie mogę zobaczyć a bardzo bym chciała.. jest ich z wielu powodów wielu.. ale żeby nie szukać daleko: moja marjatka w damaszku. obiecała przywieźć mi araba w czekoladzie. boję się, że się roztopi przy moim warczącym kaloryferze.


Otagowane:  

i love you, ono!

Dodano 14 lutego 2010, w ., przez pszygody

z tego tygodnia wypływa nauka, że jak się czegoś chce, to należy to brać od razu, bo inaczej ktoś to zabirze pierwszy.


trochę nas tu zasypało w krakowie.

z bardzo złych wiadomości to taka, że blog z którego czerpałam inspiracje muzyczne się skonczył. nawet użyłam googletranslatora, żeby się utwierdzić w smutnym przekonaniu. niestety.:


Sayfa bulunamadı

Üzgünüz, aradığınız sayfa * adlı blogda yok.


i jeszcze, jak się biega w śniegoo to potem się nie należy dziwić, że się ma gorączkę; a to żadne wytłumaczenie od pracy. 

jak to się dzieje, że marznie mi tylko prawa dłoń? i jak to być mogło, że zawsze myślałam, że bjork jest bardzo zbereźna, bo śpiewa: i dare you to show me your palms. – a palms w moim mniemaniu znaczyło: palma, czyli taka przenośnia dla jajek ^^

już środek miesiąca, 

i trzeba zrobić firmę i robić innych w ch… a nie dawać się robić w ch… 

i jeszcze mejl od gosi szyneczki: 

Przygodo moja miła! 

Jak spałam tej nocy u Elaine to mi się śniłaś. Nie wiedziałaś kompletnie co robić a ja Ci doradzałam: zmień coś w swoim życiu. Ty pytasz: ale co? A ja: nie wiem, przefarbuj się na blond… Ty: ale ja już jestem blondynką. I patrzę na Ciebie a Ty masz blond proste włosy! No szok! Może to była jedna z Twoich peruk od siostry?* A ja na to: no to na rudo! Na rudo nie chciałaś, więc doradziłam Ci jeszcze znalezienie faceta, wyjechanie hen daleko i chyba urodzenie dziecka do tego. A podobno sny w nowym miejscu się spełniają… W każdym razie nie bierz sobie do serca żadnych z moich rad i nic się nie zmieniaj, boś takowa jest w sam raz! :) 


dostałam od siostry śliczne różowe perełki i elejn opowiadała o nich gosi a gosia nie dosłyszała i zrozumiała, że dostałam peruki;] 

łamperuki, żemarzniemi, immniemaniu.

może rzeczywiście na blond? chyba prędzej rzuczę pracę. (do której właśnie idę po nocy, to jest chyba nielegalne:)


http://www.youtube.com/watch?v=JTFfEkJf4NM
  
trochę stare, ale na walentynki
akurat.


Otagowane:  

pszygocytaty

Dodano 12 lutego 2010, w ., przez pszygody

‚jakbym sobie kiedy jeszcze chciała zniszczyć życie, to proszę, trzaśnij mnie w łeb kartonem po pizzy, ajt? :) ‚ 


znalezione gdzieś na mejlu, uderzające :}


i z ostatniej chwili: 

Otagowane:  

hjartebarn

Dodano 11 lutego 2010, w ., przez pszygody

Siedziała z książką pod wystającą ze słupka lampą, parzyło ją w oczy światło ale zbyt leniwo w powietrzu sprawiało, że nie mogła się ruszyć do jej poprawienia. Siedziała wsparta na wykręconej o krzesło ręce. Chrząknęła, puściła po raz trzeci Jonny’ego Greenwood’a ‘bodysong’ (

) i wolnym palcem od ręki przejechała po stronie zżółkłej od papieru i poszukała zgubionej linijki.. ‘Słowa są straszne, ale zdaje mi się, że można je zrozumieć; z czego wcale nie wynika, aby ten, kto je zrozumiał, miał dość odwagi, aby..’ oko zsunęło się na oparcie uwierającego już teraz krzesła. Spuściła więc pierwszą nogę w dół, w dywaniczność podłogi, następną drugą, wtedy już siedziała cała na dole. Lampa grzała jej włosy. Ręce uczciwie poszły za nią, zatrzymała je w okolicach brzucha. Coś zaswędziało granicę włosów pod majtkami i linię demarkacyjną fałdki brzusznej, wytworzonej z okazji pączka i makaronu.  Podrapała się, potem ręka drapała beznamiętnie sama, bezwiednie. ‘Tłumy ludzi żyją zagubione w doczesnych smutkach i radościach, jak ci, co siedzą pod ścianami, są..’ swędzenie zaogniło się. Palcem wyczuć mogła delikatną kulkę, gotową na nacisk, lekko się wginającą do środka, jak marszmaloł. To przypomniało jej o zapasie suszonych jabłek w  czekoladzie, wyciągnęła rękę i wychyliła się do torby, przyciągając całą torebkę słodyczy. Już niosła pierwszy kawałek do ust, zjadła, pogryzła wyraźnie, żeby czuć smak i przełknęła rozsuwając rozgryzione części po wewnętrzności, żeby dotykały jak najwięcej.  Wyprostowała plecy, dostać chciała jutjuba i wpisać  ‘entertainment for the braindead’ ale zapomniała jak się to pisze, pomyliły litery i tytuł wyleciał. Wyszukała linka na fejsbuku, ‘a trace’, bardzo ładny. (
http://www.youtube.com/watch?v=NvjWUoPNCAM
Puściła sobie do jabłek i kirkegora. Miała niesmak po wczorajszej leniwej nudnej niewykorzystanej zmarnowanej (tylkow formie męskiej) wieczorze. Dziś było podobne. Z tym, że nieprzyjemniejsze bo swędziało. Na odsłoniętej przez rękę powierzchni brzucha czerwienił się bąbel. Wyraźny nawet. Jednooki bandyta, porywacz przestrzeni i jeźdźca bezwarunkowych odruchów. Mistrz ceremonii i draperii. Drapieżnik.  Wyglądający jak bąbel od komaru. Ale komaru nie żyją w zimie, przy za gorących lampach i przy jęczących kaloryferach. Miała mózg  od zmartwień,pełen siwości, zmęczony przeżuwaniem tych samych zepchniętych pod korę myśli, wychudłych myśli, przebrzmiałych, zapadniętych jak gały oczne.  Pomyślała o męskim ciele, o ulubionych kawałkach skóry opiętej nad brzuchem, zgrabnej. Tak, że można polizać. Puściła ‘colours’w wersji Leona Somov’a. (

Zdrapała coś z pleców, obejrzała pod światło. Mała jasna kulka pstryknięta pod szafę. W oknie widniał już ciemny zmierzch. Choć lekko pomarańczowy od śniegu. Wślizgnęła palce w dłonie w ręce we włosach, pełne powietrza bolały po spiętej cebuli, potrzebnej do zastosowania maseczki przeciwkopryszczowej. Włosy się odginały obrażone za zbyt na lewo spiętość i prawo. Rozdrapywała mieszki tuż nad skorupą głowy długimi paznokciami, pomalowanymi krwistą wiśnią czerwcową, i brązową czekoladową podwójną i jeszcze fioletową . Mózg odpoczywał, ‘colours’ puściła jeszcze raz, długie słowa wychuchiwane przez głośniki takie miękkie siadały na zmęczonych policzkach, oddychała nie myśląc o wszystkich byłych, poprzednich, zostawionych, zdruzgotanych, zamęczonych, odsuwanych, niewystarczających, odkochanych, bezczelnych, cudownych, potrzebnych i tak bardzo nieobecnych. Wtarła trochę końcówek we łzy. Tylko dwie, po jednej dla każdego bezsilnie, suwerennie porzuconego ideału. ‘Młody człowiek zakochuje się w księżniczce i cała treść jego życia zamyka się w miłości, a sprawy tak wyglądają, że miłość ta jest skazana na niepowodzenie, nie da się przenieść ze świata ideału do świata rzeczywistości.’ Zupełnym przypadkiem taki. Tym razem doczytała do końca, do kropki. Odchyliła otwarte usta, zaciągnęła się powietrzem, pomyślała o tym co jej zostało, ‘under byen’ (

), czerwoność wideoklipu, nieruchomy chórek i uspokojenie. Kilka wspomnień o Witkacym z brzydkimi zębami, nowe trampki zastane zimą na szafie, zakładka z Judytą Klimta, jeszcze dwa jabłka w czekoladzie i pół miasta do omijania, i pół polski do schowania się, i depresja do spławienia szafką miłości, w żółtym laboratorium; tak, czuła całą usznością duszy ‘Hjartebarn’. Puści je drugi raz jak tylko się skończy. 

 

a miała pisać o telekim.

rady

Dodano 8 lutego 2010, w ., przez pszygody

Myślę sobie, że gdy potrzebuję rady, to wybieram konkretne osoby do konkretnych przypadków, bo wiem co mi doradzą. to jest oszukiwanie siebie. albo wybieranie tego, co sama chcę, ale wstyd mi się przyznać i zrzucam odpowiedzialność na innych, i potem sobie tłumaczę ewentualne niepowodzenie tym, że ktoś mi źle doradził. z innych spostrzeżeń to takie, że nawet jak pierdzę osatnio to pachnie czekoladą, oddałam łupy (czekoladę) od siostry mateuszowi, bo się realnie boję o siebie; jak ten król co się nawpieprzał ogórków kiszonych, a potem mu żołądek pękł. zaliczam od trzech dni takie góry i doły energetyczne, że żaden elektryk by tego nie zniósł. teraz mi się zrobił dół więc zadzwoniłam do cioci, do której właściwie nigdy nie dzwonię; a siostra pojechała.. mateusz nas zawiózł w nocy na rda’ę, dobry chłopak. a śniło mi się, że okradałam jakieś niezagospodarowane pomieszczenia należące do mojego wujka, i zapomniałam, że ma kamery, i przyjechalł i mi wszystko wybaczył, bo niczego nie wzięłam. tzn. nie wezwał policji..tylko tak krzywo patrzył; a potem odwiózł mnie na jakąś domową imprezę z tortami.. najmocniej to bym teraz pojechała w góry. 

 <– psapp, i jeszcze..

a tanslator tłumaczy: ‚dam radę’ tak: i will give an advice :)
Otagowane:  

when you’re smiling..

Dodano 6 lutego 2010, w ., przez pszygody

Miałam dziwną noc, spałam w pracy 3,5 godziny, z czego przez pierwszą raczej półspałam, bo pode mną tomasza i przynależące doń panie nocnych łowów i ich przyszli byli klienci wesoło gaworzyli.. wcześniej zaprogramowałam sobie odpowiedź na pytanie do mojej intuicji: w którą część siebie mam się zaangażować, w co zainwestować czas i myśli i wysiłki; nie pamiętam co mi się śniło w pracy.. ale w domu gdy się obudziłam zastał mnie taki sen: idę sobie piłsudskiego i nagle za zakrętem czuję, że jest mi trochę zbyt lekko, oczywiście zostawiłam gdzieś torbę; biegnę, patrzę a tam pani jak taki sęp wyciąga sobie z mojej leżącej na chodniku torby coś, pakuje do kieszeni i odchodzi, dopadam ją i odbieram jakąś książkę; pytam jej kto jeszcze coś sobie coś wziął: pokazuje mi jakąś dziwną kobietę, podbiegam więc do niej bo zaczyna uciekać, w końcu staje, proszę ją o oddanie moich rzeczy i tłumaczę, że to drugi raz w tym miesiacu i że nie mogę tego wszystkiego stracić, no więc ona wyciąga z połów swojego kimona(!) mój portfel i telefon w zielonej skarpecie od gosi i ilejn, bardzo jej dziękuję i oczywiśćie komplimentuję jej strój, bo wygląda świetnie, kimono jest ze ślizgiego materiału, całkiem obszerne, ze śmiesznymi pamperkami ponaszywanymi pod różnorakimi kątami, ma do tego chyba różówy pas i kolorowe buty i jakieś śmieszne nakrycie głowy, nie pamiętam. odchodzę i wchodzę do jakiegoś hotelu połączonego z salą koncertową. potem zadzwonilo mi z pracy, że mam już wstawać. rozumiem, że intuicja podpowiada mi, że mam gubić swoje rzeczy albo pracować z biurze rzeczy znalezionych, hm :) w marcu przyjeżdżają do nas islandczycy, 55 osób! to prawie cała wyspa:) can’t wait. tylko muszę poćwiczyć islandzki, pamiętam tylko: hun er fim aura (co znaczy, że ona ma 5 lat) i jeszcze: szuu:a wyndla (palić papierosy) :) a to mi się nie przyda raczej:) maria napisała prosto z syrii mejla, czyli jednak mają tam internet, allah akbar! :) mówi, że to raj: najsłodsze na świecie słodycze i rude tłuste koty na dachach czekające aż je ktoś wygłaszcze, mili mieszkańcy stojący na ulicach i udzielający chętnie pomocy, wszyscy uśmiechnięci.. a mateusz wrócił z budapesztu i mówi, że brzydszego miasta nie widział: brudno, co 3 sklep zamknięty, szaro i zimno i plugawo..:) co mi tam, i tak będę sobie mieszkać na islandii.. :) pjosenka na rano:  

 -> nurses i trochę klasyki -> 

 -> Louis Prima :))

Otagowane:  

  • RSS