przed i po

Dodano 26 stycznia 2010, w ., przez pszygody

mój biefny blog, zapuszczony jak ruski czajnik, macha do mnie ręką i 

wzywa ‚ajuto ajuto!’ jak niegdyś jatamani czy tam kabu w bajkach z
poloni jeden, kto pamięta ten pamięta. moje przysięganie o niejedzeniu 
słodyczy zawsze ma jakieś złe zakończenie. przeważnie objawia się
napychaniem się doszczętnie po przelamaniu pierwszych oporów 
następującym po okresie wstrzemięźliwości, np. zaczyna się łyżeczką 
miodu do herbaty, kończy się na pączku zagryzanym waflami w polewie 
z orzechami i nugatem. ostatnio dużo rumianku i pomarańczy. śpię
trochę więcej, nie biegam bo jakoś tak zimno. chyba że jak wracam
do-mu, to przeczyszczam sobie zamrożonymi kawałkami powietrza 
płuca, śpi się lepiej. jak zasypiam to sobie wyobrażam dużo miłych 
rzeczy i tylko czasem jęk kaloryfera wyciąga mnie na powrót na
światło nocy, lepkiej i ciężkiej od zadarzeń, o których chce się już
zapomnieć. spędziłam wczoraj 2,5 godziny patrząc na ceremonie 
pogrzebowe japończyków. jeśli dobrze rozumiem przesłaniem filmu
może być myśl, że nie zawsze to, o czym myślimy, że jest 
naszym największym marzeniem – jest nim w istocie. kramar 
mawia, że ma wyłącznie ładnych znajomych. odpowiadam, że nie 
ma się co cieszyć, bo to jeszcze nie znaczy, że sam jest ładny; ale
nie o to chodzi. sama też mam wyłącznie ładnych znajomych. to 
chyba dobrze.
martwię się trochę o siebie ostatnio. a elejn radzi po,
jak powinno się myśleć przed. bezcenne.
piosenka na dziś?
Otagowane:  

teraz

Dodano 17 stycznia 2010, w ., przez pszygody

Co nam daje pozwolenie na krytykowanie? czy żeby ocenić czyjś śpiew operowy muszę sama umieć w taki sposób śpiewać? czy wystarczy, że jestem osłuchana? a jeśli w ogóle mnie to nie interesuje i jestem sobie drugi raz w życiu na występie solowym jakiejś śpiewaczki.. ? przyjmuję, że wolno mi dla samej siebie ocenić; zresztą nawet bez pozwolenia automatycznie oceniam, bo czuję czy mi się podobało czy nie.. a co z życiem? czy wolno nam oceniać ludzi i ich zachowanie? to w jakie się związki pakują; to z kim się zadają; w jaki sposób spędzają swój czas? z tym trzeba uważać; nie dać się innym oceniać, tzn. na to że oceniają nie  mamy wpływu, ale nie można pozwolić sobie na przejmowanie się ich oceną.. trzeba mieć o sobie swoją niezależną i bardzo osobistą i przemyślaną opinię. inaczej wszystko i wszyscy, każdy i każda opinia o nas może nami zachwiać. trochę paradoksalnie, im więcej o sobie myślisz tym mniejsze prawdopodobieństwo, że okażesz się egoistą. 


akademia muzyczna organizowała dziś koncert, śpiewały solistki; spodobała mi się pierwsza z bardzo radosnym głosem spokojnym, poprawnie prowadzonym, czystym, mocnym.. miała na sobie mocno kiczowatą sukienkę i drobne loczki prostymi słupami opadające gdzieś za ramiona. zaraz po niej wystąpiła ogniście władcza dziewczyna, o morderczym spojrzeniu, wielkim biuście wypchniętym pod sufit przez gorset, z bufiastym kłębem spódnicy uwypuklającym gęste biodra. włosy pięknie ścięte, błyszczące, głos wiotki, ginący w dolnych partiach, wykonanie piekielnie trudnego utworu położone – brawa największe, gwiazda wieczoru. 

nie dajmy się zaszczekać groźnie wyglądającym psiakom.


i jeszcze: nie zapominajmy, że właśnie jest teraz i że ono już jutro nie będzie.

bilanz:
zaskoczeń: 2, z czego jedno to rozczarowanie: polacy jednak umieją robić dobre filmy, czyli poprzednich morze klap to nie przypadłość narodowa..<wck, polecam>
spotkań z ludźmi albo podglądań ludzi niewidzianych sto pięć lat: 3
szczypawek zabitych klapkiem, bo łaziły bezczelnie po ścianie: 1
wolnych dni od pracy: 3 (jeśli nie liczyć nocy w środę)
musieć i trzebań: 10, niechcień wyliczaćań: 11.
tęsknień: rzeka, dużo i wijących się jakby same nie wiedziały za czym, kim.




 

jeszcze chce mi się czekolaady..
Otagowane:  

zakupki

Dodano 15 stycznia 2010, w ., przez pszygody

Udało mi się uporządkować szafę! w końcu,
po tylu miesiącach zmagań.. Wybrałam się też na zakupy, wydać trochę ciężko
zarobionych pińindzy, plan był prosty: jakieś czarne portki, dużo
tiszertów, ew.jak znajdę to jakieś buty zimowe, bo jest dużo promocji i
można coś porządnego kupić tanio, wróciłam z trampkami na wiosnę i śliczną
koszulką uszytą prawie z niczego, z ogromnym dekoltem, ale za to jakie
wszystko ładne! ;] wydaję ostatnio zdecydowanie za dużo pieniędzy.. ale to
taka miła odmiana, móc sobie powydawać. przekleństwo wszystkich byków.. 
trochę udaję, a trochę jestem chora.
bardziej chora jestem oczywiście w głowie, przerzuty docielesne,
objawiające się np. kaszlem, chrypą, stanami podgorączkowymi zdarzają się..
ale za chwilkę je wyeliminuję, bo zaplanowałam sobie, że od poniedziałku choćby
się paliło i waliło, nie opuszczę ani jednych zajęć, kropka. trzy kolokwia i
spokój w tym semestrze.. trzeba spiąć wiadomo co, zacząć znów biegać, dla
światłości umysłu i równowagi ducha, ulepić w końcu te guziki z modeliny
<może jutro w pracy> i poświęcić się polonistyce.. nawyżsiejsza pora..
btw.mój nowy kolega Oli chciał obejrzeć mojego bloga, a w związku z tym, że nie
mówi po polsku wrzucił go sobie w googletranslator i pojawiły się starsznie
śmiechowe rzeczy a miejscami takie wymysły, że nie mogłam się w nich rozpoznać.
i wtedy naszła mnie myśl, że ucząc się języka obcego, a potem posługując
się nim -> stwarzam sobie siebie na jeszcze innej płaszczyźnie, jestem inną
osobą, ale nie tak jak u gombrowicza, że choć po części sama ją buduję, w miare
świadomie, to potem mam w nią wgląd (jeśli się zorientuję o kolejnym siebie
wymiarze), nie tak. w tym przypadku nigdy nie będzie mi dane obejrzeć
siebie w pełni, obejrzeć tej kreacji, którą tworzę dla siebie w języku obcym.
kim jestem gdy mówię po angielsku?
..have no idea.

 



Otagowane:  

kit

Dodano 9 stycznia 2010, w ., przez pszygody

mieszają mi się dni. mam schizy, że zamieniam się w ojca. tak się tego panicznie boję, że zawsze wybieram odwrotną pozycję, co też nie jest dobre. wiatr hula po pokoju, w nocy marznie mi nos, ale tylko kontrast pozwala poczuć przyjemność ciepła, które okrywa resztę mnie. jem ostatnio tony grejpfrutów. a mój menażer ma tak uroczą dysleksję, że nie tylko napisze katażyna, ale jeszcze siroda :) zakochałam się ->



i mam wrażenie, że oni tam śpiewają: cheer me up, a chyba nie. trzeba koniecznie kupić kit i zakitować okna.. : )
Otagowane:  

nuit

Dodano 7 stycznia 2010, w ., przez pszygody

za takie właśnie zmiany lubi się hostel, kiedy przychodzi bardzo miły podróżnik i prawie całą noc spędza ze mną i opowiada o sobie, rozśmiesza, interesuje się muzyką, której słucham, pokazuje mnóstwo fajnych miejsc w europie, rozmawia o poezji i filozofii, wszak ma dyplom z obu, potem jeszcze chce mi pokazać ładne miejsce w krakowie, a wiadomo, że ja chcę się odwdzięczyć tym samym..więc się umawiamy na łażenie, więc to łażenie jest w perspektywie, i tak nadchodzi 4.oo i człowiek, gdyby tylko jeszcze był wyspany, poszedłby poskakać trochę pod słońcem bo balans jakby się przywrócił. no i tak, ja widziałam żiżka na żywo, a on toma jorka, więc sobie zazdrościmy. więc wystarczy spotkać człowieka, którego częściami ciała bolącymi najczęściej (tak jak i mnie) są policzki, wiadomo że od uśmiechania się:) i jeszcze kolega z fejsbuka wrzucił taką piosenkę: http://www.youtube.com/watch?v=pL9DW0LMHzM 
a jeszcze.. dziś był w ogóle miły dzień. byłam, pierwszy raz od dawna, na wszystkich zajęciach (4×1,5) i wszyscy byli śmiechowi, nawet dr grześ, który zazwyczaj nudzi i czyta daty tak: w tysięcznym dwieście trzydziestym pierwszym… grr, ale już się poprawił i czyta dobrze. no i jeszcze nemejt się śmiał tak strasznie jak mu pokazałyśmy film z jego udziałem.. i jeszcze rozmawiał z nami po wegiersku prawie godzinę..:) a potem z jelenką poszłyśmy na grzańca bardzo pysznego do lodziarni, a m&m’sy przyniosły mi pizzę z żuraiwną, no dzień marzenie!:) piosenka: powinna być wersja na żywo ale nie mogę znaleźć:

feature=related tak, naprawię mojego składaka, doczepię namiot i śpiworek i pojadę w świat, a co mi tam.. witkacy mawiał, że należy zaskakiwać przede wszystkim siebie, bo zaskakiwanie innych ma być efektem pobocznym. miał chłop rację.

Otagowane:  

wielkie bum

Dodano 5 stycznia 2010, w ., przez pszygody

ok, zwariowałam.. ale pomijając to wszystko, i to, że powinnam być już głęboko zanurzona w grammatyce a jestem ciągle na samogłoskach, muszę donieść (głównie muzycznym narkomanom), że przypadkiem natrafiłam na złoża ogromne muzyki, i to na pewno w moim guście..będę przez najbliższy czas veryphicovać listę, na której już jest sigur rós, bjork, hjaltalin, nawet gaba kulka (a właściciel listy to turek, turczynka.. nie wiem, bo nie rozumiem nic po turecku, oprócz „imam bejldy” czym  kidyś zaimponowałam gościom na zybku..jest tam wszystko co lubię, łącznie z kate bush i madonną, jest nawet the do, mnóstwo mnóstwo i mnóstwo muzyki, o której nigdy nie slyszałam..tak więc nadchodzą tłuste lata..

a poza tym – podcięłam sobie końcówki i kupilam modelinę.. będę lepić śliczne guziki :)  
biorę się do nauki.. bo szilard już nigdy nie powie do m nie pśigoooda, jeśli go zawiodę..
najsampierw: 

czuję się trochę goła.. ktoś ma taki jak ja, ale większy zbiór muzyki.. hm. 
poszukam jakiejś rampy..
Otagowane:  

insomnia

Dodano 3 stycznia 2010, w ., przez pszygody

Sama nie wiem czemu nie mogę spać, mam cieplutkiego farelka przy sobie, otulam się płaszczem, pod głową bardzo miekka poduszka, cisza, hostel prawie pusty, lodówka już nie pracuje, tylko co 20 minut coś lekko stuknie..naturalne odgłosy wydawane przez stare schody i ściany wiekowych kamienic..

naprawdę staram się zasnąć. ale poczucie, że teraz jest właśnie teraz i tyle zależy od tej chwili, od najbliższych kilku minut, dni; nie wiem co dokładnie ale czuję to w kościach.. coś się zbliża..

trzeba gdzieś pojechać..

Otagowane:  

milkiłej

Dodano 2 stycznia 2010, w ., przez pszygody

Bigos to jest to, nie ma nic lepszego na obiad pierwszego dnia roku! i to jaki bidżis! zrobiony prawie własnoręcznie przez szefa w garnku na 100 osób:) wyborny. a sylwester po części w pracy a po części w przebraniu udał się nawet. 40 minut smarowałam sobie buzię białym proszkiem, który wcześniej Mariszka dla mnie roztarła z kredki pastelowej, zmieszałam to z kremem i nałożyłam sobie na buzię, żeby pasowało do stroju.. potem sporo osób chodziło upapranych na buzi, po złożeniu mi życzeń oczywiście.. no i brano mnie za gejszę -> nic bardziej błędnego.. w ogóle mało kto wie, że gejsza to nie prostytutka, tylko kobieta zajmująca się sztuką, towarzyszka do wynajęcia, taka co to gra na jakiejś tam cytrze i tańczy, parzy herbatę etc., a ja nie byłam gejszą bo nie miałam odsłoniętego karku, ani makijażu na nim.. nie chciało mi się poprawiać kroju kimona tak, żeby odsłaniał kark..no, sylwester był więc bezstresowy, trochę niegrzeczny, byłam tak zmęczona po pracy, że 3 drinki załatwiły mnie na całą noc..
rano wracałam sobie na nogach (ok.6.30) i czkałam wniebogłosy tak od połowy długiej.. aż do wejścia pod prysznic (ech, znów zalewamy sąsiada..) m&m’sy nie chcą uwierzyć, że nie byłam kompletnie zalana.. bo jeszcze podobno hałasowałam o poranku:) no i czkałam, a to dowód nie do zbicia.. 

jako bardzo zajęta kobieta pracująca nie miałam czasu wkleić tej notki wczoraj, dziś uzupełnię ją tylko stwierdzeniem, że jak się nie ma mężczyzny – to nic! gdy się ma kochane m&m’sy, które wynajdują dla mnie świetne substytuty, np.milkiłeja, to da się żyć.. poza tym ile metrów przewagi ma taki milkiłej.. nie narzeka, nie jest drogi, można go mieć kiedy się zechce, jest nawet trochę zdrowy.. a jaki słodki? :) 
dziś dzień planowania nowego roku, porządków i przemeblowań.. a piosenka na dziś?


zdobyczna posylwestrowo, na dodatek z kapeluszem w pakiecie :)
uwielbiam jego ‚L’ tylkojęzykowe..
Otagowane:  

  • RSS