coś się kończy, coś się zaczyna

Dodano 31 grudnia 2009, w ., przez pszygody

2009 był długim i trudnym rokiem, został jeden dzień i 3 godziny. Jem sobie mentosa i rozmyślam, przy dźwiękach cocorosie naturalnie

 

 
- to jest ostatnio mój bzik tropikalny.. Tacie lekarze wczoraj ostatecznie odstawili leki, zostało mu tylko naświetlanie, a i to nie na pewno – sukces zdecydowany. Siostra znalazła dobrego fryzjera w ostrowie, takiego który słucha tego, co się doń mówi! ja znalazłam pracę – wreszcie, szukałam od września.. płacą marnie ale co miesiąc ma być lepiej.. a praca, co by nie mówić, jest przyjemna.. np.wczoraj znalazłam kolejnego psychoterapeutę, to już drugi hostelowy.. Mariszka w tym roku obroniła licencjat i znalazła miłość swojego życia.. taki hed end szołders, 2w1. 

Mnie się to wszystko przydarzy w 2010 dlatego już się nie mogę doczekać jego początku.. 

no, 19 godzin i 38  minut..
właśnie skończyłam sobie szyć kimono, nareszcie nauczyłam się jako tako obsługiwać moją machinę, już czuję jak nieskończne możliwości krawiectwa otwierają się przede mną! i nie żartuję! kimono jest kolorowe, z poszewki na kołdrę, rękawy przepisowo długie, trzeba tylko wyprasować.. nie lubię i niespecjalnie umiem gotować to może chociaż szyciem zwabię męża :)
już czuję zapach nowego roku, pachnie jakby tokajem i wiatrem świeżo wykąpanym w zbożu.
Otagowane:  

serenade

Dodano 28 grudnia 2009, w ., przez pszygody

Niestety czasem horoskopy się sprawdzają, ale to przeważnie, gdy nawet sobie człek myślami spróbuje zneutralizować to, co mu wieszczy.. miałam mieć źle dziś w pracy i do domu (a już dawno się to nie zdarzyło) wracałam z poczuciem, że jednak nienawidzę tej pracy, że jest dla mnie najwyraźniej za trudna, zbyt wymagająca, że już mnie nie bawi ani użeranie się ani ciągłe poczucie olbrzymiej odpowiedzialności za marnych kilka złotówek. a jeszcze jak ktoś cię zrypuje za w zasadzie błahotski, no bo czy niesprzątnięcie śniadania ze stołu o odpowiedniej godzinie, gdy się miało milion innych rzeczy do zrobienia, jest aż takim powodem? i jeszcze poczucie, że się ani na krztę nie rozwijam, że tuptam w miejscu..od paru lat. ale co ma robić student, który potrzebuje pieniędzy w tym głupim drogim mieście..jeszcze troszkę, nauczę się tego co mi potrzebne i spylam.. tylko gdzie.. gdzie papryka rośnie? 
jest taka piosenka, która chodzi za mną jak hatrik, proszę bardzo:


http://www.youtube.com/watch?v=EDz5tLwc9xE


dłonie pachną mi pomarańczami, brwi i rzęsy łzami, hm, ciekawe czemu mówi się łzy czyste, rzęsiste. 
marzy mi się postój w takim miejscu, w jakim rozgrywa się akcja „szczenięcych lat” melchiora wańkowicza.. hm, tak go lubię, a znam jeno dwie jego książki.. chcę się już wziąć za siebie, posprzątać sobie wszystko, ale nawet pokoju nie mogę posprzątać, bo mi się zepsuła górna lampa i od 15.oo mam tylko jedną małą lampkę i mi ciemno tak, że nie widzę po czym chodzę.. czy po brudach do prania, czy po czystach, do poskładania.. nie oszukujmy się, nigdy nie składam prania.. i jeszcze nie gotuję, żadna ze mnie pani domu.. a to dopiero początek zimy. ale za to koniec roku. coś się kończy, coś się zaczyna..
skończyłam „widmokręgi” kuczoka, aż mi się zachciało pisać. czy ja wiem, czy jego pomysły są lepsze od moich? tak, brzmi to butnie, ale ktoś musi we mnie wierzyć^^ a kuczok dobry, najspodobało mi się opowiadanie (bo to zbiór opowiadań jest) o starszej pani, która czuła się jakby była w korytarzu, poczekalni, jeszcze nie z umarłymi, już nie wśród żywych.. i dziś w sklepie pozwoliłam jednej starszej pani się do mnie wygadać i jeszcze jej doradziłam ser, który ma kupić. biedni ludzie osamotnieni. nie ma gorszego losu niż samotność. chociaż jest jeszcze brak kogoś, kogo się rozpaczliwie pragnie, ale to już zupełnie inna bajka..
jejku jej, ależ tu burdel na kółkach.. posprzątam.
Otagowane:  

take time

Dodano 27 grudnia 2009, w ., przez pszygody
dobrze jest, pierwszy raz w życiu dojechałam z ostrowa do krakowa bezpośrednim pociągiem w 5 godzin i 25 minut, do tego zapłaciłam jedyne 25 złotych za bilet i to jest rekord świata; ludzi było dużo, ale za to kilka miłych buzi pomoło mi przetrwać.. i nie mówię tylko o cichu siedzącym naprzeciwko całą drogę.. ale np.o ślicznym mulatku (ok.2 lata) który się chichrał całą drogę aż w okolicah gliwic zaczęła boleć mnie głowa tak, że aż wyłączyłam sobie muzykę.
rok się kończy, wreszcie. głupi taki. 
czekam sobie aż się pojawi nowy horoskop na nadchodzący tydzień, ostatnie wydanie w tym roku, nie można zwlekać.
wczorajsza noc to był wieczór panieński, 7 kobiet + dużo alkoholu + tańcowanie; jeden kolega prez ok.3 godziny uczył mnie robić takie przechyły, że aż bolą mnie plecy. 
czy jeszcze coś mnie boli? brzuszek. zestresowało mnie, że tata się na mnie obraził, już sama nie wiem za co.. ale abstra-<c>huj-ąc, rozśmieszają mnie w pociągach taki panikary i panikarze, którzy na 30 minut przez stacją już mają zdjęte bagaże i zawiązane szaliki, i nerwowo wyglądają za okno. stresują mnie. 
miałam okazję przez te święta być w pobliżu wielu kobiet, jakoś tak nietypowo dużo ich było i np.oglądałam piękną scenę w 1 święto jak mama z córką roztopiły sobie w garnku wosk i na zmianę sobie woskiem usuwały wąsik; potem słuchałam wykładu jednej adelki, że gęstość zabrwienia sugeruje stan owłosienia pod majtkami, czyli, gdy masz gęste brwi – masz dużego bobra na dole, jak masz lekko wyregulowane brwi – to na dole krawat, a jak masz bardzo cienkie, to zapewne jesteś łysa jak foczka; i znów abstrahując trzeba zauważyć jaki język polski jest wstydliwy, nieśmiały i zażenowany samym sobą, jak się chowa za alegoriami, jak manewruje, byle tylko nie nazwać wprost, byle kogoś nie zawstydzić doszczętnie..
<ocho, pokój nadal powoduje zamarzanie palców u rąk>
i jeszcze z kobiecych pomysłowości to zadziwia mnie, że najprawdziwsze żywe piękności często mają większe kompleksy ode mnie.. jak to się dzieje?
i jeszcze że można wacikami niwelować gryzienie różnych części garderoby..ja się ograniczam do odcinania metek.. na wacikowanie nie wpadłam.
w nocy, gdy wracałam z maćkiem z ‚bajki’ (bo mieszkamy w blokach obok siebie) spostrzegliśmy, że między budynkami jest wielka kałuża, która wzbiera.. no i poszliśmy w swoje strony niewiele myśląc, było to ok.4 nad ranem. potem po kąpieli rano jak chciałam umyć zęby to okazało się, że nigdzie nie ma wody, na całym osiedlu! i jaki się zrobił od razu ruch do podstawionej cysterny.. tylu sąsiadów na raz dawno nie widziałam.. 
można dziś śpiewać: ta ostatnia niedziela..
ale mam inną piosenkę przygotowaną.. to jest jeszcze z czasów liceum, uderzyła mnie znów jej uroda, gdy mi się puściła w pociągu..

proszę bardzo, tokyo, by the books.

pozdrowienia dla wszystkich słuchaczy!

a to jeszcze bilanss:
- podwójnych prezentów: 2, dwa, ale inno smakowe, zestawy balsamów i płynów do  kąpieli; dwie pary leginsów takich samych, czarnych z trochę kmiockimi nadrukami (dwie pary, bo siostra się zrzekła na moją korzyść swojej) -> będzie jak znalazł na krakowski wypizd pod spodnie..
- litrów wypitego alkoholu: z 5 <wina, wódki, likiery, ajerkoniaki, nalewki domowej roboty, piwa, desperadosy.. zbiera mi się na wymioty.., bez kitu, do końca roku nie piję!>
- zjedzonych potraw wigilijnych: 14, najlepiej wspominam i tak karpia z soi, dla mojej kuzynki neofitki, którą na wegetarianizm nawrócił jej chłopak, i na bezalkoholizm też.. paćka nie do poznania..
- pytań o licencjat: nieskończenie wiele;
- wygranych w darta z siostrą: 1, na 3. 
- nauczonych się wierszy na pamięć w pociągu: 1 z 2 uczonych, wygrał lesman nad mickiewiczem w wersji węgierskiej: milcz i całuj! milczeniem pieszczota się krzepi; i niezgorsze wesele tkwi w dobrej żałobie; wszak nie można się kochać żarliwiej i ślepiej, jak tak właśnie: nic wzajem nie wiedząc o sobie.

idzie dobry okres czasu, czuję w palcach od nóg.


 -> to w klimacie :)
Otagowane:  

ryby i byli głosu nie mają

Dodano 22 grudnia 2009, w ., przez pszygody

chodzenie po mieście przed świętami jest okropne, nie chodzi nawet o ilość samochodów, ludzi, kolejki w sklepach i brak lepszych niż messerszmity modeli do sklejania dla ojców.. albo brak rozmiaru skarpetek narciarskich w sklepach, albo o horrendalne ceny za rzeczy, które 2 tygodnie temu były niedrogie.. idąc dziś koło kleparza i rozmawiając z zuzką kątem oka zobaczyłam pana, który tłukł głową karpia o betonowy klocek, tuż przy nogach baby, która sobie życzyła tego oto karpia. potem przeszłam obok innego dziada, który dla podobnej delikwentki tłukł karpia w głowę drewnianym klockiem.. nie jestem psychomaniaczką wegetariańską, niestety lubię kotlety, gołąbki, ryby, ba, nawet wieprzowinę.. ale te biedne, tłuczone po głowach karpie, to tak wkurza, że bym takiego bamburyniaka wzięła za obie nogi i też bym tłukła o chodnik, żeby mu łeb pękł. a potem bym miała wyrzuty sumienia.. bo oczywiście ten, kto sprzedaje takie karpie, to co on biedny może..pewno ma głodne dzieci i żonę, która mu robi pranie mózgu.. dlatego po zakupach obejrzałam sobie odcinek seksu w wielkim mieście, akurat o przyjaźni z byłymi.. znam takich, którzy świetnie się przyjaźnią po rozstaniu, ale musiało minąć trochę czasu.. w moim przypadku wychodzi jakoś tak mieszanie.. z niektórymi się da, z niektórymi nie. szef powiedział mi wczoraj, że moi byli muszą być strasznie zakręceni, pewnie są zieloni i mają czułki. myślę sobie, że trochę tak. jest to zaiste galeria osobliwości. szkoda, że niektórych mogę oglądać tylko przez szybkę wspomnień..

teraz biegnę wysłać jednej pani książkę, co ją ode mnie kupiła na allegro, a potem za zdobyczne pieniądze idę do kina za 6, ars rządzi. 
o tak, życie jest piękne.

i ta piosenka, mój menedżer ma dobry gust:

a, największa uroczość wczorajszego dnia: przemek m. misiek po tym, jak za niego poszłam na poranną zmianę <wyciagnięta z łóżka o 9> – bo mu się zepsuł telefon i się obudził dopiero o 12 – na wigilijkę przyniósł prezent dla ewy, co musiała za niego siedzieć 2 godziny dłużej a dla mnie też przyniósł:) w ślicznej torbie dużo owoców, czekoladki i jeszcze barszcz chiński z makaronem, delyszys:)
Otagowane:  

aurora

Dodano 20 grudnia 2009, w ., przez pszygody

wystarczyła jedna noc, żeby się skutecznie uzależnić od utworu:
http://www.youtube.com/watch?v=CeTjHQhFdsc&feature=related
który  jest doprawdy piękny. hostel cały cichy, nie mam już sił oglądać herkulesa ani csipkerózsika ani kazimodo.. budzę się kanapkami z czekoladą..trochę tu starsznie tak w nocy, gdy wiem, że oprócz burdelu w bramie obok nie ma tu nic żywego. nie lubię długo nie spać..mózg zaczyna mi parować chwilami.. ech.. ale wczoraj było takie.. no jak coś złego się działo, to przychodziła odsiecz. np. dostałam niesamowity prezent na gwiazdkę od mariszki: maszynę do szycia! będę szyła suknie balowe i kubraki ora z pantalony i inne szykowne ciuszki, fantastik! chyba sobie skoczę na wschód słońca..:] tata zawsze powtarzał, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło..ot taka mądrość życiowa..w tym miesiącu poznałam więcej ludzi niż w przeciągu całęgo roku.. mam nadzieję, że to wróżba na przyzły rok, że będzie ciekawszy.. rok temu w wigilię jakoś tak się ułożyło, że siedziałam po kolacji sama w domu i czytałam zimę muminków..  i to się trochę sprawdziło, w sensie, że jaka wigilia taki cały rok:)  ale na szczęście się kończy, na szczęście bo jest naprawdę okropny..
słucham sobie beirutu..    aj.. już za niedługo spać:)

Otagowane:  

taka tam sobota

Dodano 19 grudnia 2009, w ., przez pszygody

ulubione wino: tokaj i grzaniec <z orzechami, najlepszy u turnaua>

ulubiony dzień tygodnia: poniedziałek, gdy z jakichś powodów nie ma zajęć ani pracy
ulubiona temperatura: -17, gdy siedzę pod kołdrą i słucham rokkuro: 

ulubiony typ rozczarowania: miłe rozczarowywanie się ludźmi, gdy ci, których brałam za wrednych okazują się mili, i gdy osoby, które demonizowałam i wyobrażałam sobie jako niedostępne zdają się mnie bardziej lubić/podziwiać niż ja je.
ulubiony prezent gwiazdkowy: maszynka do szycia
ulubiona praca: aqq
ulubiony stan: gdy śpię i mi się śni coś miłego
ulubiona 


dziś jest zimno i jutro też będzie. chyba wyjadę na zawsze do budapesztu.. co mi tam. 
piosnka na teraz: 
http://www.youtube.com/watch?v=9uLGaioCyig
 
<lubię ich fryzury>
no to zmykam do pracy przez -20 :)
Otagowane:  

„tup tup mróz mróz”*

Dodano 17 grudnia 2009, w ., przez pszygody

* cytat za mariszką
ciekawe, że pewnych rzeczy zachciewa się właśnie wtedy, gdy zachcianka nie może się spełnić, np.bardzo bym sobie poszła pobiegać a na dworze minus dwanaście.. hubercik kiedyś opowiadał, że biegał 1,5 godziny po minus dwudziestu i wrócił z zamarzniętymi brwiami i soplami potu zwisającymi z głowy zamiast włosów. ubaw.
wspominałam już, że nie lubię świąt?
lubię za to toma jorka, wydawało mi się dziś, że go widzę na sławkowskiej. gdyby to był on skitrałabym go do domu, schowała do szafy obok gaby, gdzie by sobie mieszkali, a ja wyciągałabym ich w razie potrzeby.. czyli często.
jutro nasze przedstawienie.. co do wyglądu którego przestałam się mieszać jakiś czas temu, a teraz wolałabym, żeby mnie z nim nie kojarzono w ogóle. nie umiem się dzielić władzą, albo cała dla mnie albo nie chcę jej wcale. 
jeszcze dużo innych rzeczy ale nie można.

wesoła piosenka?
im weseljesz muzyki słucham tym mi smutniej i na okrętkę. jakby cała pozytywność ulatywała ze mnie wraz z wesołymi dźwiękami, a cała smutność ze smutnymi.

 
http://www.youtube.com/watch?v=SGOoSdqP1eU
 


marzy mi się np.przesieka. 

zjedzonych pączków: 2, wszystkie przed 12.oo
zjedzonych maltanek: 2 (ciastka, nie opakowania)
wypitych herbat: 4, wszystkie z cukrem
marszczeń czoła: bezustanność
złych wieści: chyba 0, to się okaże; czasem brak wieści też jest złą wieścią. 
krytyki nowych par butów: 1, mateusz powiedział, że wyglądam w nich jak prawdziwa dzioucha ze wsi;
pochwał nowych par butów: 1, mariszka powiedziała, że tylko ja mogłam znaleźć tak adekwatną cenę do jakości i urody butów. chyba pierwszy raz całkowicie sama kupiłam buty w porządku.
dokończonych odcinów seriali z wczoraj i z niedzieli: 2, jeden seksu w wielkim mieści, gdzie keri (nie lubię jej) zrywa z bigiem; ostatni przyjaciół, gdzie ostatecznie ros nie boi się wyznać rejczel, że ją kocha i żyją długo i szczęśliwie; mam mieszane uczucia. o tgo typu szczęśliwych zakończeniach za dużo naczytałam się u szczuki, żeby mnie cieszyły.
od 19 kleją mi się oczy.. ale zaraz przyjdzie agatka.. akkor megyek..
Otagowane:  

hebe

Dodano 16 grudnia 2009, w ., przez pszygody

trochę się martwię, mam hebefrenię, to oczywiste.. problem polega na tym,że nie ma na to leku i nikt tego nie chce leczyć bo wszyscy lubią wesołych ludzi..trudno to też zauważyć.. mnie to przeszkadza, ktoś umiera, a mi się chce śmiać; dzieje się coś złego, a ja najpierw reaguję uśmiechem. mam pewnie jakąś nieostrą wersję, ale to się pogłębi.. 

dziś urokliwy wieczór, maria ugotowała masalę i jeszcze bataty i przyszła bania z szonem i tak sobie w gronie ich i M&M’sów jadłam po pracy.. raz tylko w zasadzie musiałam się patrzeć w ciastka, z braku miejsca, w które mogłabym wetknąć głowę, gdy się wszyscy całowali. 
wwiewa mi do pokoju wiatru, szyby są chyba przepuszczalne, nie chcę myśleć co będzie przy większych mrozach. w nocy, koło 2, 3, co dzień słyszę jak szyby się naprężają w ramach, wydają odgłosy jakby bekały, albo jakby w nich coś pękało. może, biedne, trzęsą się z zimna?
jutro koncert na zwierzynieckiej 1, za darmo dla wszystkich sudentów, chyba o 19. 
chciałabym nie stresować się, że powinno mi być smutno, a raczej się uśmiecham niż co innego.
poza tym jestem suflerką, i naczelną plakacistką w aqq.
i nie mam siły iść spać.
a w tym roku snołbord nie odbędzie się z braku sianka pod obrusem wigilijnym.
nie umiem też znaleźć sobie ładnych butów, przerasta mnie to..
jak i kupowanie prezentów.
a i oglądnie zdjęć ludzkich na facebooku nie robi dobrze na głowę. 
dziś w ogóle był dzień kompromitacji..i niewyłączalnej głupawki. o mały włos nie wyleciałam z pracy (podskakiwanie menegerom..) i nie przerąbałam sobie u doktorka.ko, którego sprowadziłam do funkcji kseroboja i prawie zrypałam, że palił papierosy (bo śmierdziało).

takie coś miłego dostałam od tiana:

chodzi za mną justice, końcówka jednego seta, ale nie mam jak go tu pokazać, to trudno..
czas wspać się w ten dzień.
 

i jeszcze:

Dodano 13 grudnia 2009, w ., przez pszygody

w takim razie, zamiast smutnej jeszcze jedna wesoła:
http://www.youtube.com/watch?v=vWM5D3MwSgA :)

a nad nami ktoś tłucze kotlety

Otagowane:  

z aqq

Dodano 13 grudnia 2009, w ., przez pszygody

otóż mamy tydzień później.. działo się tyle <złego i dobrego>, że
już nie pamiętam co dokładnie. i też nie mogę sobie szczególnie
uporczywie zacząć przypominać, bo 1) jestem w hostelu, 2) czekam na
złodzieja <debil przyszedł wczoraj sprawdzić czy klucze, które
kiedyś ukradł nadal działają..a skoro nikt ich nie zmienił, to
owszem><no i alo nie zdążył go złapać,  a próbował się na niego
zasadzić, więc tym sposobem złodziej ciągle nie wie, czy my wiemy..a
pokusa jest silna na pewno> tydzień ten był czasem poznawania
mnóstwa ludzi, odwiedzin, spotkań, zamotów i wolnego od aniołów,
widziałam świetny „zakochani widzą słonie” z nocy z piątku na
niedzielę,  poznałam jednego ‚nocnego gołębia’ antona, co nosi biret z
antenką, poznałam ewę, która wygląda jak micachu!, odwiedziłam przemiłą
szyneczkę na wigilii, jej kolega piecze świetny piernik! a widok z 5
piętra jej bloku <mimo, że to nie centrum, ale dalszy ciąg huty>
jest piękny^^ potem spotkałam kulusia, bo tam mieszka i jeszcze potem
pojechałam po martę, która odwiedziła mnie z warszawy, kochana
dziewczyna, nawet poszła dziś ze mną do hostelu, a trzeba było po
wczorajszym  koncercie wstać o 6.30^^ dobrze, że mateusz zapomniał
kluczy i musiałam mu otworzyć, bo mój budzik nie zadzwonił
<dziwne>. słucham sobie radiohead <we suck young blood> i
zastanawiam się, czy jest sens próbować przekazać dobre emocje (bo nie
wiem czy da się), które mam w sobie po tym tygodniu, który zresztą
nadal trwa.. a zwłaszcza jak opowiedzieć o koncercie gaby kulki, który
zrobił na mnie spodziewanie wielkie wrażenie. gaba ma potężny głos,
wielką łatwośc wspinania się  takie tony , o których większość
piosenkarek <nie tylko polskich> może pomarzyć. siedziałam sobie
po turecku na podłodze metr od niej, patrzyłam, słuchałam i
zastanawiałam się czy nie ma sposobu, żebym gabę mogła wziąć sobie do
domu, trzymać w szafie i wyjmować w razie potrzeby.. nie ma. poza tym
miała ze sobą na scenie bębnistę i wtórantkę.. a wtórantka była taka
jakaś pociągająca..że rozważałam przez parę piosenek kwestię mojej
orientacji.   
jest taka kawiarnio-księgarnia na kanoniczej – bona, b.ładna, mają
dobrą kawę z tego co widziałam, a czekoladę na gorąco niezłą, ale nie
najlepszą. dużo pięknych wydań książek, np. wszystkie dzieła lewis
carrol, z oryginalnymi ilustracjami i złoconym grzbietem. bardzo
piękne, kupiłabym zapewne marii, gdyby tylko nie cena (200PNL!!)
jejku jej, mam najfajniejszą pracę na świecie.. byle tylko znów  nikt
nie chciał kraść.. i czuję się tu taka bezpieczna, mam alarm i gaz
łzawiący i bejsbola.
szłam ostatnio lubiczem. wracałam z obiadu u dorotki <kurczak z
ryżem w sosie chyba parmezanowym na winie, mmmm!> i było znów szaro
i  zimno, a mi w środku tak wesoło po przemkowo-licencjatowej imprezie
dzień wcześniej,  co z tego, że szaro, myślałam sobie.. jest pięknie,
mimo wszystko <chyba mam hebefrenie> i wtedy  weszłam na most nad
lubiczem, spojrzałam w dół. nisko. jak ten chłopak co się tu zabił mógł
sie tu zabić? nie mogłam pojąć. dlaczego i jak.  i chyba dorota mi
powiedziała.. że skoczył na głowę. a to mnie dobiło. jakim desperatem
trzeba być, żeby skoczyć z takiego niska na głowę? czy nie miał reakcji
obronnej? nie wystawił rąk? nie miał prawa się zabić.
są dwie piosenki do wyboru, jedna bardzo wesoła, druga b.niewesoła.

http://www.youtube.com/watch?v=erwfhT7e_HI&feature=rec-LGOUT-exp_fresh+div-1r-1-HM

o, a drugiej smutnej w ogóle nie będzie, bo gaba ją śpiewał ana
koncercie, a nie mogę znaleźć.. coś, że river flows. . na żywo
wyciskało łzy:)

Otagowane:  

  • RSS