gloomy sunday

Dodano 29 listopada 2009, w ., przez pszygody
beksiński jak zawsze daje do myślenia.
ciekawe, że po 70 latach od śmierci autora dzieło sztuki przestaje być własnością rodziny twórcy i staje się dobrem publicznym. 
zrozumiałam dziś długi dowcip po węgiersku o tym jak Jezus, Mojżesz i Bóg grali w golfa. jestem z siebie dumna.
cieszę się, że nie urodziłam się kilka wieków temu.. pewnie wzięto by mnie za czarownicę, a czarownicom przed spaleniem na stosie odrąbywano piersi. czasem wpychano im do ust, a czasem wpychano do ust ich synów, żeby zelżyć ich macierzyństwo. 
poza tym mleko matki to pot tylko wzbogacony o makro i mikroelementy.
doszłyśmy dziś do wniosku z natalią, że skoro prezerwatywa jest grzechem to okres co miesiąc to zabijanie dzieci. ale też napisałyśmy piękną pracę o rolandzie barthes’ie. 
a w wakacje będę jeździć rowerem po angielskich wioskach i zbierać owies dla wielkiego koncernu bioenegrocośtam..
i przegapiłam andrzejki. przypadkowo. myślałam że będą jutro.
i jutro zmienię numer telephonu. i telephon. 
i piosenka: 

i spać.
Otagowane:  

glumi saturdej

Dodano 28 listopada 2009, w ., przez pszygody

marszmalołs + patyczki miętowe w czekoladzie + sex w wielkim mieście = ból brzuszka. totalny rozłaz. na to wszystko coeur the pirate.

pojechałabym sobie najchętniej na snołbord. tymczasem w poniedziałek może już pozbędę się szalonej i wiecznie niezadowolonej szefowej, mam rozmowę w aqq, a może zostanę w cudachwiankach a w aqq (o ile mnie wezmą) wezmę wszystkie nocki? wszak czy trzeba człowiekowi snu? czego trzeba człowiekowi? 1) muzyki 2) słodyczy 3) dobrych obiadów z przyjaciółmi 4) przyjaciół, żeby było z kim jeść i roztrząsać dylematy i żeby można było kupić dla nich prezent na mikołaja 5) odpoczynku w górach 6) seksu 7) dobrej książki albo chociaż wysokich obcasów i 8) mariszki i mateusza, którzy dzwonią wtedy kiedy powinni, zapewniają, że niedługo wrócą i są kochani jak nie wiem, do tego jeszcze zostawiają mnie wyposażoną w jedzenie z lodówki na cały weekend. czego jeszcze? 9) dobrej bateryjki w telefonie 10) wygodnych i ciepłych butów i 11) miłych sąsiadów. trzeba mieć jeszcze chociaż (12) jeden różowy balonik w pokoju na poprawę poczucia i (13) swój pokój, pojedynczy, nieprzechodni, z drzwiami jak panbu przykazał i kaloryferem, trzeba też mieć (14) samozaparcie, żeby gdy jest ciężko doczołgać się do miejsca, w którym jest trochę lepiej. i człowiekowi potrzebna jest (14) pyszna herbata i co jakiś czas (15) kąpiel z jakimś cocacolowym płynem, albo jagodowym, albo truskawkowym no i oczywiście, ale to wiadomo i dodawanie tego jest trochę niepotrzebne bo to oczywizm: 16) trzeba człowiekowi miłości, bo nawet jak się ma tych 15 rzeczy a nie ma ostatniej, to co z tego?
zdarzyło mi się dziś źle ocenić koleżankę Agatkę z pracy, klei pudełka, cały czas, jest zatrudniona na 1/4 etatu. szefowa nią pomiata, a Agatka jest na każde jej skinienie.. Agatka nie zdradza zbytniej erudycji w swoich wypowiedziach (raczej zdradza braki w humanistycznym wykształceniu) i nie ma wcale gustu muzycznego (jest najbliżej radia więc nim steruje i zawsze puszcza albo radio roxy albo złote przeboje).. dziś jako jedyne dwie byłyśmy o 8 w pracy i godzinę spędziłyśmy razem, no i okazało się, że Agatka jest magisterką, skończyła jakies metale cieżkie na agh, mózg ma matematycznie genialny, do tego trochę zdolności plastycznych i interesuje się kamieniami szlachetnymi.. nie powinnam nigdy oceniać ludzi na podstawie pobieżnych obserwacji.. nie jestem hałsem, który przez kolor twoich paznokci domyśli się, że jesteś uzalżniona od syropu na kaszel i mieszkasz w nieogrzewanej kamienicy.. takie rzeczy to tylko w erze. 
tak, muszę się wyspać przed tym tygodniem.

b.
sex w wielkim mieście: 10 odcinków 1. sezonu
spacerów do karfura i z powrotem: 3
odwiedzonych dziś salonów oranżu: 3 (oranżu, tak się wyraził jeden dziwny pan, który przez całą wizytę w pierwszym orange, w którym byłam kłócił się ze swoją żoną, że źle tłumaczy pani obsługującej o co chodzi; więc sobie poszłam do galeryjnego oranżu, ale tam też było dużo ludzi, w końcu weszłam do oranżu na wrocławskiej, był pusty i mogłam nawet podotykać korbiego^^)
egzaminów w przyszłym tygodniu: 1
złudnych (najprawdopodobniej nadziej): 2
prędkośc zasypiania od przyłożenia uchów do poduszków: kb.46m./n.
myśli o ukradnięciu maleńkiego czerwonego gwiazdorka: 2
ukradniętych maleńkich gwiazdorów: 0 (nawet nie będę rozstrzygać czy to już grzech, przecież i tak nie wierzę w karę, a poza tym nie ukradłam!)
przegapionych imprez andrzejkowych: 3, z czego jedna poważna, z erasmusami w panoramie.

to już stare, ale dobre, nie mogę przeżyć, że nie pojechałam do mysłowic, gdy byli..:/


 <cała płyta jest boska, nie należy tu słuchać tego, co kramar mówi o micachu, on się po prostu nie zna)
i jeszcze to, to z czasów mama’s, próbowaliśmy z sebą obejrzeć film, ale jest kiepski, a reszta muzyki też, ale to..?  

a to.. bo lubię

 i na wspomnienie magdy m.

jak byłam młodsza to z asią, koleżanką z bloku żegnałyśmy się w te słowa: hajderewatu.
Otagowane:  

dla grzecznych dzieci :)

Dodano 26 listopada 2009, w ., przez pszygody


http://zartor.wrzuta.pl/audio/7RMTQuX3t0Z/4._nitin_sawhney_-_daybreak
 


dawno nie było zespołu tak różnorodnego a jednocześnie tak równego pod względem jakości kawałków. no spróbujcie cokolwiek ich:)
Otagowane:  

gogolonka

Dodano 26 listopada 2009, w ., przez pszygody

Czasem to jest tak, że nie wystarcza jedna paczka draży.. trzeba pójść do wielkiego sklepu po tabletki na ból głowy, który pojawia się – nie wiadomo z czego.. z bólu życia? z niecierpliwości? z ciśnienia, które spadło chyba z himalajów tak na śnieżkę? albo z nawdychania się różnych klejów (6 godzin obok Jadzi (pierwsza w życiu poznana przeze mnie prawdziwa Jadwiga!:) przyklejającej włosy do anielich łbów i obok iinej dziewczyny, werniksującej aniołom dupki)), więc może to z tego. a może to zwykły stress, 2 kolokwia, koniec miesiąca, egzamin (z prawa!), brak nowej muzyki, śmierć hałsa (przyśniona), end mucza more. chyba dostałam gorączki a na pewno migreny; podeszłam do lustra i słabym głosem rzekłam do siebie: kochana przygodo, nic się nie martw, wszystko pójdzie po Twojej myśli, dostaniesz stypendium, zdasz pięknie egzaminy, ból prędzej czy później przejdzie, tatko będzie zdrów jak ryba, siostra przyjedzie już w lutym na parę dni, dawni przyjaciele też wrócą, dostaniesz jakiś wypasiony prezent na mikołaja (poproszę jakiegoś zwierzaka..), masz super pracę i na pewno już niedługo będą przewidziane extra masaże dla pracowników cudawianków i w ogóle, jest super. no tak, i tak będzie. już jest dobrze, już działa apap, można się uczyć na stósa..

ach, byłabym zapomniała.. wczoraj przeprowadziłam 3 wywiady z moimi ulubionymi prowadzącymi.. grzegorzem, piotrusiem i michałkiem; niestety już przy grzegorzu parskałam śmiechem w nieodpowiednich momentach, bo trudno zachować powagę, gdy cały wywiad jest farsą, bo pod odpowiedzi podłożymy inne pytania, na potrzeby szopki wigilijnej.. bo jak michaś mówi: albania.. to nie da się nie parsknąć!
tak sobie myślałam ostatnio, że może uwierzę w boga? mogłabym go wtedy prosić o różne rzeczy i łudzić się, że je dostanę.. bo na razie nie mam do kogo zanosić moich modłów..^^ a może uwierzę w xmenów? najtkrołler jesy taki niebiańsko niebieski! jeszcze to będę rozważać.. tymczasem z lektur ostatnio śledzę losy pana sommera; zaiste bardzo to wciągające, zwłaszcza, że mam piękną wersję z ilustracjami pana sempe (od agatki na urodziny).
no i chyba zjem budyń. 
a tu Jadzia, poznana przy okazji płyty mateusza, którą ten nagrał marysi (z tzw.trzeszczącymi kawałkami:)
proszę Państwa, Adam Aston:

ach bilanz:
- teatralnych przedstawień, które dowodzą, że słowacki jednak wielkim poetą może i był, ale dramatopisarzem tylko dramatycznym oraz nie, raczej dobrym dramatopisarzem nie był: 1 (beatrix cenci w słowackim.. ) -> za to z piękną aranżacją! <tenks buku, tosiu za wejściówkę i towarzystwo>
- kolokwiów, które być miały a ich nie było: 1 <”państwo mieli pisać kolokwium? tak? poznałem, bo nic panie nie wyciągnęły na ławki.. no, przepraszam, zapomnialem! -> to michaś, ale jemu wszystko wybaczymy.. te bladelica!>
- pęknięć pleców: chyba z siedem.
- że gałczyński mistrzem był? tak! dowody?: 

Tutaj leży Mrówkojad
jad jad jad aż się dojad
zgubiła gogolonka
przechodniu zdejmka pelusz*

* W poezji mrówkojadów „kapelusz” i „golonka” rymują się bez zarzutu. Vide traktat tegoż aut. w jęz. ang. pt. „All about mroovcoyads”.

:)

- pomarańczy: dużo
- nadziej i płonnych nadziej: stad kilka
- refleksji: to już czwartek wieczór!: 2
i tak, owszem, dałabym córce na imię Jadwisia ^^
Otagowane:  

no!

Dodano 24 listopada 2009, w ., przez pszygody

myślałam, że znam wszystko, że piosenki z gdy miała 6 lat, że te z kukla, z sugar cubes, z solowych, a tu proszę bardzo: 

i jeszcze z osatniej chwili wiadomość, że bjork ze sjónem (tym od jej wszystkich tekstów niemalże) nagrywają wspólnie piosenkę do muminków! :)) <będzie w 2010:)>  [ tak, nadal się nie uczę:P]

a w związku z bjork najbardziej lubię opowieść o tym, jak będąc małą dziewczynką pewnego poranka, zbudzona by pójść do szkoły, wyjrzała przez okno, zobaczyła mróz (islandia zimą!) sciągnęła pościel z łóżka, zawinęła się w nią i tak poszła na lekcje ^^
Otagowane:  

brokat na palcach

Dodano 24 listopada 2009, w ., przez pszygody

umiem już pięknie zagniatać masę solną, nawet z barwnikami! 
zrobiłam dziś grubo ponad 400 gwiazdek i zawerniksowałam i 
obrokaciłam (i sobie przy okazji palce) dużo aniołóvv. a teraz 
powinnam uczyć do kolokwium, ale też mi się nie chce. poczytam 
sobie może leśmiana albo gałczyńskiego, w końcu po wielu 
latach dojrzałam do samogennego sięgania po poezję, koniec jest 
chyba bliski.. jeśli zaś idzie o chmury, to przeoblekły się dziś w
szarosmutne. tylko przez chwilę świeciło przez nie słońce.

(Mariszka dysponuje dziwnym mózgowiem, które ćwiczone
nieustannie, nie może zatrzymać się w nocy, więc produkuje
sny niepowtarzalne i bardzo często skomplikowane, albo
kompletnie nienormalne, i już któryś raz mi marja opowiedziała 
sen, od którego łeppęka, dlatego też otwieram dział pt.:)

ApPeNndinX - sny Mariszki


otóż Mariszka, gdyśmy powieszały firanki, opowiedziała mi, że śniło
 jej się dziś, że ukąsiła ją kobra. taka prawdziwa z takim kołnierzem. 
no i mateusz chciał ją uratować i wstrzyknął jej surowicę (nie serum)
 no ale to nie pomogło, i wiecie w co się mariszka zamieniła? w gimel!
 hebrajską literkę  ג”  i powiada w tym śnie do mateusza: nie no kur*&, 
dlaczego akurat w gimel? zawsze uważałam, że gimel jest najbrzydszy, 
ma taką krzywą nóżkę.

no i co Wy na to? :) jedyne co mi przyszło do głowy jako interpretacja to 
to, że może mariszka ma kompleks krzywych nóg, 
ale gdzieżby tam.. jakies pomysły?

szalom!
 

itd.

Dodano 23 listopada 2009, w ., przez pszygody

Nawiedzają mnie ostatnio dziwne sny. Wszystkie z silnym rodowodem prosto z rzeczywistości. Na przykład dziś śniłam, że siostra wyregulowała mi tylko prawą brew podczas gdy spałam i przekonuwała, że mam sobie porównać teraz w której mi lepiej.. nie będę tłumaczyć skąd taki sen. dziś zapewne przyśni mi się, że mieszkam w tallinnie.. pół drogi powrotnej do krakowa spędziłam bowiem nad rozszyfrowywaniem podręcznika do estońskiego.. jak nie chodzę, to przychodzi mi potem samej tłumaczyć sobie wszystko.. w ogóle od piątku jest bardziej niż zwykle nierzeczywiście. jakieś różowe złudne pewno chmury latają mi nad głową, stąd też moja nerwowość, nieufność wobec siebie, mojego odczuwania i wobec lepkości wszelkiego bytu i niebytu. dla osłody czytam sobie geogrefię intymną, i tak z ciekaszych rzeczy:


orgazm daje kobiecie tajemną kontrolę nad plemnikami, które są albo wchłaniane, albo odpychane. (…) czas, który mija od wytrysku mężczyzny do orgazmu kobiety, wpływa na to, czy nasienie dotrze do komórki jajowej. Otóż, gdy kobieta szczytuje tuż po ejakulacji partnera, szyjka macicy dokonuje zdumiewającego wyczynu – pulsując rytmicznie, wyciąga się jak pyszczek ryby i wsysa nasienie złożone u jej progu. (…) jeśli orgazm kobiety przypada od kilkunastu sekund do czterdziestu minut po wytrysku partnera, to ma ona większe szanse na zapłodnienie niż kobieta, która nie szczytuje wcale, albo której orgazm nastąpił przed… Orgazm kobiecy to ostateczny wyraz naszego wyboru… 
Nic dziwnego, że mężczyźni zdają się mieć obsesję na punkcie swej sprawności seksualnej i umiejętności podniecania kobiet – przecież nawet wtedy, gdy mężczyzna troszczy się zbytnio o dobrostan emocjonalny partnerki, zawsze pragnie zadowolić ją seksualnie. Okazuje się, że los plemników zależy od męskiego kunsztu erotycznego. Można zatem postawić hipotezę, że dobór naturalny sprzyja tym samcom, które stosują się do zasady: Twoja przyjemność naszym celem.
Z drugiej strony trudno się dziwić, że tak wiele kobiet przy wielu okazjach udawało orgazm. Jak skuteczniej przekonać kiepskiego partnera, aby wreszcie skończył, niż udając, że otrzymał to, na co czekał - dowód, że szyjka macicy jest na jego usługach?

i jeszcze, że:
orgazm kobiety średnio trwa ok.20 sekund. i że może każda z nas mieć kolejno bardzo wiele orgazmów; bo to jest jak z górą, jak raz szczytuje, to potem nie musi schodzić na dół, tylko jakby przeskakuje na kolejne szczyty.
a teraz to ja muszę iść po kolejną porcję szczepionki na rzeczywistość serwowaną przez mój mózg. (tzn.spać)

i jeszcze jak oglądałam z siostrą i tatą top gun (nasz ulubiony film) to w momencie, gdy goose znów bezpowrotnie umierał, chlipkałam sobie (na to też miał wplyw urodzinywy <50tka> szampan taty) i powiedziałam tak: chciałabym mieć kogoś tak pięknego jak tom kruuzz.. on jest taki słodki, a nie jak ten mój bubek. – wtedy przyszła refleksja – ej, momencik, ale  przecież ja nie mam żadnego! 


jeszcze tylko egy kis bilans:
- pomalowanych w tamtym tygodniu aniołków przez 14 godzin: ok 30
- pomysłów na nowe życie: 3
- pezenty, z których tata się ucieszył a były ode mnie: prawie 1, bo okazało się, że ma podobny już model..który mi oczywiście pokazał i zalecił przeczytać jego nazwę..
- nowych kremów pod oczy: 1, lakierów do paznokci: 1 (w kolorze buraczków), pochwał mojej czapki z magicznym guzikiem od marysi i jej mamy: 1 (od żulka przed galerią)
- itd.

(pjosenki jakies takie dzisiejszo niedzisiejsze: bjork: mouth’s cradle, adele: best last)


 

iszsz

Dodano 18 listopada 2009, w ., przez pszygody

doktorek ko.dziś rozwiał nadzieje wszystkich nielicznych hungarystek, które przyszły na jego zajęcia (reszta uczyła się jeszcze do kolokwium z żołnierek) co do tego, że znając węgierski można znaleźć interesującą pracę.. płatną – nieźle – owszem, ale odmóżdżającą.. no to może się przepiszę na masaż rehabilitacyjny, albo co? głupio, że człowiek musi się zastanawiać nad tym co robić w żuciu, wybierać, starać się. i szukać tego, co najmilsze. a myśliwski wzdycha w łuskaniu.., że tyluż ludzi jest nie na swoich miejscach.. a jak się nie wie gdzie jest to miejsca? moje tymczasowo jest przy podmalowywaniu aniołkom sukienek i skrzydełek, pewnie moje dzieła z niejedną/ym z was spędzą święta, gapiąc się na was z choinek:P ale poza tym, żebym miała jakiś pomysł? raczej nic. 

piosenek na dziś jest dużo:
powrót do korzeni..z gorącej islandii: 

i kolejna

i piosenka z najporytszego filmu ever: 


reszty nie ma na jutjubie, niestety.

czekpojnt:
zjedzonych słodyczy: paczka draży i kostka czekolady milka creeeeem.
pomysłów na prezent dla taty uzyskanych dzięki burzy móżgów hungarystów: 1 (model samolotowy do sklejania)
myśli o isnaldii: 6
myśli depresyjnych, że świat jest okropny i wszyscy umierają, wszystko jest nie tak: 6, przy herbacie z m&m’sami
pomysłów na naukę gry na czymś: przy każdym wejściu do łazienki
szpać? no.
 

żacham się

Dodano 15 listopada 2009, w ., przez pszygody
Boję się, że poglądy w pewnym momencie w życiu twardnieją i są w zasadzie nie do ruszenia z naszych mózgów; tak jak sobie ubzdurzymy, że jest -> tak ma być. i tylko jakieś wielkie pierdolnięcie może zmienić nasze myślenie; stąd się one właśnie biorą, rzeczy typy nieuleczalna choroba kogoś bliskiego, złamanie obu nóg, ciąża (nie w sensie tragedii ale wielkiej zmiany), utrata najlepszego z przyjaciół, śmierć męża, zdrada której się dopuściliśmy przypadkiem. niektórym wystarczają książki albo samoistna dedukcja, albo mądra przyjaciółka, która motywuje do myślenia i rozwijania się; ale żeby mieć taką przyjaciółkę -> trzeba mieć duże szczęście, rzadko się zdarza, że spotykamy kogoś, kto nas chce słuchać równie chętnie jak mówić do nas. ludzie wolą paplać sami. 
dwa wielkie pierdolnięcia to jest za dużo na jednego człowieka, wydawało by się. i po co dwa? to chyba wtedy gdy pierwsze nie zadziałało. 
mam nad czym myśleć.

a jeszcze nie mogę przemilczeć wczorajszej niepokojącej dyskusji, która się wywiązała u mnie, gdyśmy tworzyli zarys przedstawienia wigilijnego z kobietkami i danielem z roku i z tzw.rozkminem, kolegą karoliny. otóż akcja ma być taka, że kobiety, jak w seksmisji, przejęły kontrolę nad światem, w związku z czym postanowiły wymienić pana mikołaja na panią. podczas omawiania szczegółów padło hasło, że coś się za bardzo kojarzy z feminizmem, a (to chyba olga) na to: ja bardzo nie lubię feministek. – oluś, nie lubisz mnie? pytam. – ty nie jesteś feministką. – jak to nie? – żacham się. – a nie golisz nóg? – pada wprawiający mnie w osłupienie kontrargument z ust karoliny. -eee.
drogie dziewczyny. czasem nie golę nóg, po co to robić skoro mi się nie chce, nie podrapię w nocy nikogo odrastającymi włosami więc sobie daję spokój. ale chwileczkę, czy to decyduje o byciu lub nie feministek? jeśli tak, to w którymś momencie przespałam i nie zajarzyłam. bo wydawało mi się, że feminist(k)a to taka osoba, dzięki której mogę studiować, głosować, chodzić w spodniach albo spódnicy (do wyboru), mogę swój macierzyński zamienić na tacierzyński, to taka osoba, dzięki której będziemy już niedługo mogły w 50 procentach zająć miejsca w rządzie, taka która pierwsza powiedział, że kobietom wolno odczuwać rozkosz podczas seksu i że kobiet nie wolno bić tylko dlatego, że są kobietami – często słabszymi od mężczyzn (i świat instytucji nie dba o ich prawa bo jest stworzony na potrzeby mężczyzn). ale chyba jednak się pomyliłam, bo żadna z dziewczyn z mojej grupy nie lubi feministek, ani feminizmu, ani niczego co się z nim kojarzy, pewnie przez te zarośnięte nogi, może też przez całe zło, które feministki czynią, czyli jak to znów pięknie ujęła karolina: chodzą bez staników. no tak, to by miało sens. 
martwi mnie ignorancja i źle pojmowany feminizm.. boy-żeleński przewraca się w grobie jak widzi kobiety(!!!) mówiące takie rzeczy, bo pal licho facetów w tym wypadku..
wszak feminizm to walka o poprawianie warunków życia kobiet. a wąsy i brodę feministkom dorobili jakoś pokrętnie chyba papiści, którzy się boją, żeby kobieta nie zachciała zostać papieżycą -> wszak mogłaby liczyć teoretycznie na 53% poparcia.. bo wiadomo, ze jest nas więcej, nas kobiet… na szczęście tak łatwo nami sterować i tak łatwo nas skłócić. panowie, jeszcze długi czas nie macie się o co martwić.
i w zakończeniu naszego przedstawienia mikołaj też pozostanie mężczyzną. bo nawet nie miałyśmy pomysłu na zakończenie rządów pani mikołajowej czymś pozytywnym i dobrym. ba! nawet na to, jak powinny wyglądać jej rządy nie miałyśmy pomysłu… ..

czy ludzie, którzy są samotni to ci, którzy najbardziej pragną obecności innych?

najszczęśliwsza chwila poranka: znaleźć milkiłeja w torbie, gdy się o nim zupełnie zapomniało (co się nie zdarza prawie nigdy!) milkiłej kojarzy mi sie niezmiennie ze świętami. i nie, nie mogę jechać w góry. 
miałam dzisiaj ładne sny; śnił mi się tata, wokół niego siedziały jakieś dzieciaki, a on opowiadał różne mądre rzeczy, siedziałam tylko trochę dalej i też słuchałam.
moszynce śniło się wczoraj, że miałam chłopaka, który mnie związał i odciął kawałek pupy, i zjadł. nie wiem czy bardziej bać się o siebie, czy o moszynkę.
mariii też pewnie śniło się coś niesamowitgo, ale w medalikowie, dlatego nie wiem co to było.

bezsensownych wyjść do sklepu po nie wiadomo co: 4
nieoczekiwanych napotkań chłopaków: 1 (w postaci babyna i jabłonki, miło było ujrzeć ich mordki)
piosenka na teraz: green bird (ost cowboy bebop)
Otagowane:  

homlu

Dodano 14 listopada 2009, w ., przez pszygody

rachunek prawdopodobieństwa nie działa na moją korzyść.. bo ile razy w ciągu tygodnia może nas spotkać to, na co akurat mamy ochotę, a czego zdarzenie się graniczy z cudem? na szczęście statystyczne ujęcie jest generalizacją i czasem nie trzeba się tym przejmować.

byłam dziś węgierską agentką, jednak nie nienawidzę dzieci, nawet inaczej, są miłe, i do tego znają ładne piosenki.. i aż żałuję, że nie jestem harcerką..a dzieciaki strasznie się dziwiły i stresowały słysząc niepodobny do niczego język potomków Arpada.. udało mi się tylko przy użyciu jednego polskiego słowa przekazać instrukcje, które z kolei pomogły dzieciakom ocalić świat przed groźną szajką..miły dzień, w końcu wyszło słońce..i jadłam najpyszniejsze świata pistacjowe lody. i dostałam fioletowego badża i przypięłam sobie do taszki.
a tadeusz to wcale nie tadeusz, tylko teodor.. 
no, poczytam trochę, mam ‚traktor’ takiej białorusinki juhasi kalady, rocznik 81, może być zajmujące.. a pondto różnych innych rzeczy mnóstwo. 
w p.s’ie pozdrowienia dla Azora :P

ach, piosenka na dziś: 


bilanz:
wypitych win: 2 grzane, ale na 6 osób.to więc mało
spełnionych życzeń po pomodleniu się do bozinki: 1
ilość zapomnień się i wyjść na egoistkę albo przynajmniej w tym wypadku wyjść na kogoś przejętego własnym losem (b.podobnym) : 1 (uświadomione)
poznanych czerniaków: 1
dumm z tego, że umiem trochę po węgiersku: 7
planowanych kolejnych modlitw do bozinki: z 17
nieumiejętność wybierania sobie butów: 1 ciągła (iteratiwum)
rozterek na tle wyjazdowym: 1 (czy mogę jechać w góry czy nie?)
najładniejszy tryb rozkazujący w j.polskim: łammy, jak w wyrażeniu margitki: nie łammy się!

no to nie łammy się.


 

  • RSS