the long day is over

Dodano 26 października 2009, w ., przez pszygody

Piosenka na dziś to ‚the long day is over’ nory jones. chodziłyśmy w kółko po krakowie z jeleną i margitką, wdychałyśmy pijaczane opary i wyziewy najebanej inteligencji z całego świata, aż nam oczy zaszły mgłą. na szewskiej jeden pan grał sdm, wzruszyłyśmy się, wróciłyśmy, żeby dać mu jakieś pieniądze ale w końcu ja nie dałam, bo nie miałam. 

rano, tzn o 10.3o mariszka zadzwoniła z medalikowa, żebym wstawała i się nie przejmowała, bo i tak jest dopiero 9.3o. w połowie przedchwilajszego spaceru musiałam kupić krówki (na krówki zawsze mam), bo zrobilo nam się już nie tylko smutno, ale nawet świat rzeczy martwych zaczął nam dawać znaki zachęty do przejścia w niebyt. np.spotkałyśmy kabel zawiązany tak, jakby zapraszał do samozabójstwa. pokazałam jelenie mama’s na brackiej,  wiadomo, że jej się podobał, zwłaszcza balkon i widok i cisza w tym hałasie z błędnego koła, co występuje pod mama’s, ale dla mnie to jakieś dziwne teraz miejsce, już trochę zaczyna się robić obskurne.. zresztą, wywalili sebastiana nawet, najlepszego menedżera ewer, to co się dziwić. splajtują jak nic! 
nie zdążyłam kurka zrobić zadań z węgierskiego, rumuńskiego też nie.. poczytałam tylko trochę rumuńską wikipedię, nawet da się zrozumieć.
jelena mówi, że nie wolno czekać, bo można przegapić swoje życie, trzeba szukać miejsc, punktów w których jesteśmy szczęśliwi. a co gdy już się miało największe szczęście z tych ledwo do wybrażenia, co zdarza się raz na milijon, miało się i będąc w samym środku – zrezygowało się, co wtedy zrobić? czego szukać dalej?
można dojść do wniosku, że skoro nie uszczęśliwia mnie stan szczęścia, stan, który sobie jako szczęśliwy wyobrażam, to może odwrotność mnie uszczęśliwi? 
ale to nie może chodzić o zwykłe stare jak świat gonienie króliczka.. prawda? 
mówi się, że kobieta jak ma niepoukładane życie to sprząta sobie pokój, mieszkanie.. wyniosłam dziś śmieci z kilku miesięcy, te do segregacji, umyłam kubeł i nawet półkę na której stoi, zlewy domestosem, wanny, krany, kible, podłogę wokół kibla też, zmieniłam ręcznik którym tamujemy wycieki spod niego..podłogę w korytarzu (umyłam), nawet dokleiłam klejem do butów taki patyczek, który służy jako wieszak, a który się wyrwał, tak że miast 5 mieliśmy z M&M’sami tylko 3, a teraz są 4, podkleiłam też sobie trampki, zrobiłam pranie, pozmywałam, ugotowałam pyszny kompot jabłkowy <w końcu wyszedł, ostatnio niestety nawet kompot spieprzyłam> jeszcze zmiotłam podłogi i to coś, to jeszcze nie jest chyba wykładziną ale też nie jest dywanem u mnie w pokoju. 
sdm i jego czwarta nad ranem zawsze mi przypomina pierwszy rok studiów, i zimne pokoje na topolowej. 
a z szimim się widziałam, i karmiliśmy razem konie, tzn.ja karmiłam, ale jabłkami od szimiego, przeszliśmy z 15 km. jak nie więcej, no i zaleźliśmy te konie gzieś na zarudawiu. zarudziu? i tez oczywiście było szaro i do tego mżyło więc wszystko sobie pomoczyłam, najmocniej stopy.
szimi radzi, żeby decydwać smodzilnie o własnym życiu, odważać się na różne rzeczy, podchodzić do chłopców, którzy mi si podobają i mówić, że chcę ich poznać. pytam, dlaczego ja a nie chłopak? wszak też chcę żeby to był ktoś odważny. 
potem się długo śmiejemy z tego, jak szimiemu kiedyś na topolowej zamknęłam jedną zasuwę, której akurat zasuwać nie można było, bo się nie osuwała, a szimi miał coś ważnego rano, a to był parter niestety z kratami w oknach, więc musieliśmy się wydzierać na podwórku, bo nie mieliśmy okien na ulicę.. miał chybajże jakieś ważne ćwiczenia.. marznęliśmy tam całą zimę, były mrozy minus 20, czyli u nas w pokoju temperatura na siedzenie pod kołdrą w kurtce, aż się szimi musiał wprowadzić pod piec do mojego i tosi pokoju.

dzisiaj było b.długie, mocno świadome, nie lubię takich dni, zbyt wyraźnie się wtedy widzę w lustrze, a to zawsze niemiło. 
za to mariszka jest rasowo krótkowłosa. b.jej ładnie.
może pójdę spać, może dziś się da, sprawdzę.

jeszcze piosenka na dziś też: parick watson – beijing
a margitka ślicznie śpiewała na tomasza piosenkę prosiaczka.

no tak, jeszcze bilans:

minuty poświęcone na sprzątanie: 264

spotkanych angoli na rynku i wokół: jakieś 150
francuzów: 20 hiszpanów: 15 węgrów: 13 szkotów: 8

ilość zaczepień rozpoczynających się od: cześć, czy wybieracie się na piwo?: 30

widoków na słońce: 0

marzeń o zamieszkaniu na islandii: 4

myśli samobójczych: za dużo

zjedzonych krówek: 5

udanych kompotów: 1

ilość przeczytanych stron z wysokich obcasów (wiadomo na czym): 25

przyznań się do bycia feministką: 1 

tłumaczeń, że czemu nią jestem i jak rozumiem feminizm: 1 duże.

jak rozumiem feminizm?: gosia zauważyła, że ulice wokół rynku tak są zbudowane, że pani która szła przed nami grzęzła na szpilkach między dziurami w nawierzchni z kamienia, wytłumaczyłam, że to mężczyźni budują drogi tak, że nie pomyślą o tym, w czym kobiety będą chodzić po nich i dlatego ta biedna kobieta ledwo mogła dojść do chodnika. swoją drogą co za lipa chodzić na szpilkach. to też musiał wymyślić mężczyzna. feminizm więc jest wtefeminizmy, gdy mężczyzna pomyśli o czymś dobrym dla kobiety, dla odmiany.

eee, zimno, idę pod kordłę!
Otagowane:  

pilotka

Dodano 23 października 2009, w ., przez pszygody

Kraków gęstnieje, zaparowało dziś całe powietrze, tlen uciekał nad chmury brudu buchającego z kominów. i z ust. dwie jaskrawoczerwone csipős papryki biegały po rynku a ja poprawiałam plakaty porozwieszane na polonistyce, w centrum erasmusów i gdzie tylko. bośmy z Jeleną zamiast środy napisały wtorek. a propos: w środę pijemy z węgrami w de cafencji.


 wczoraj zajęcia przelatywały błyskawicznie, rumuński i kultura rumuńska trwały rzeczywiście jakieś 15 minut; noc minęła w godzię, zatem wstawanie było namacalnie bolesne, dziś węgierski z panią stós trwał 4,5 godziny. potem była jeszcze żołnierek, zebranie koła, które prowadziłam i nawet potoczyło się miękko, aż tak, że nowe członki koła nie chciały zmieniać mnie na innego prezesa, wzbudziłam ich zaufanie? potem te plakaty, wreszcie zamieniłam się na kilka godzin w wesołego pilota wycieczek, wymachiwałam zieloną parasolką i wskazywałam różne dziwactwa wymyślając do nich ciekawe historie. wycieczkowicze (moja kochana magottka i jej muszkieterzy z wrocławia) najwięcej się ucieszyli na ładne samochody, których tu nie brak, jeszcze im się podobało najpiękniejsze drzewo w krakowie (to na plantach, niedaleko wawelu) [o którym szon mówi, że je wytną bo jest chore jak i reszta drzew na plantach] i plac naprzeciwko patu, na którym niegdyś stał las penisów z miedzi czy bóg wie z czego. potem wyciorałam ich po wszystkich najurokliwszych uliczkach i zaciągnęłam do akademii muzycznej na tomasza, skąd na 6 piętrze rozciąga się widok na kraków taki, jakiego nie uraczysz na żadnym kopcu, i do tego można wjechać tam windą i spotkać przystojniaków-wirtuozów trąbki, puzonu, czy też kontrabasu. odpoczynek na dachu i zwiedzanie krakowa z góry to dobry wariant dla leniwców. potem były lody w wentzlu i pożegnanie. dziś trwało dwie doby a jest dopiero 19.oo.

ilość spotkanych warzyw i owoców:
2 papryki, jabłko, ogórek w obiedzie, chrzan w sosie, plaser cytryny umaziany w miodzie, w herbacie rzecz jasna. często zapominam, że cytryna to owoc.

nowe skróty:
uj- ułomy – jełopy

użyte zwroty:
rzadkie ciśnienie
nabądź sobie uchwyt

nakazy:
zanim pomyślisz pomyśl

ominięte:
spotkanie z węgrami z warszawki (właśnie się zaczyna)

obcokrajowców:
tylko kilku bezimienych mijanych w pośpiechu


Na szewskiej podszedł do mnie chłopak i powiedział:
‚sory, ale ja juz taki jestem.. czy chciałabyś teraz ze mną uprawiać seks?’
spojrzałam na niego, brzydki, wychudły blondyn z bezmyślnym uśmiechem, ubrany nieszczególnie, gdyby nie pytanie w ogóle bym go nie spostrzegła
-nie
‚spojrzałaś na mnie, źle wyglądam?’
-nie- trochę skłamałam, ale naprawdę to żal mi się go zrobiło; zresztą pomyślałam też, że to jakaś ukryta kamera albo socjologiczne badanie..
Co pomyślałam sobie naprawdę? że można z kimś ładniejszym i za pieniądze; że można upić azora, albo i nie upijać i też może się udać; że gdybym to ja robiła badanie tego typu: postarałabym się o przystojnego mężczyznę – rezultaty mogłyby być zaskakujące. i jeszcze przyszło mi na myśl pytanie o to co robi ten chłopak, gdy dziewczyna mówi: tak. i czy któraś powiedziała.

ciekawe, że jak wiele można zataić pisząc bloga.
 

pierDut

Dodano 21 października 2009, w ., przez pszygody

Dlaczego Fajni chłopcy są już w związkach, a jeszcze Fajniejsi są gejami? To wcale tak nie musi być, mimo że jest. Niektórzy luDzie nawet sąDzą, że z bycia gejem można się wyleczyć (bo to weDług nich choroba) a jeszcze insi uważają, że można wytrzymać w samotności Do momentu aż zjawi się ten/ta jeDen/Dna jeDyny/a. Wszystko to nieprawDa. 


W przeciągu pół roku zDarzyło mi się poDrywać Dwóch gejów a w jeDnym Dłużyć. Z tego ostatniego Dłużenia nic jeDnak nie mogłoby wyjść, bo, pomijając, że jest gejem, jest też Doktorem, z którym mam zajęcia Dwa razy w tygoDniu i bęDę mieć jeszcze co najmniej przez Dwa lata.
zbliżam się Do niebezpiecznych wniosków, że nie znajDę sobie nikogo szybko, bo lecę na gejów, i bo lecę na wyjątkowo mąDrych gejów, sama nie bęDąc gejem i nie bęDąc Do tego gejem wyjątkowo mąDrym. PonaDto jakoś nieszczęśliwie ciekawiące mnie chłopaki mają już swoje połówki, gorzkie żołąDkowe albo półsłoDkie, wszystko jeDno, i sączą je sobie w s-pokoju. 

Bilans poznanych w tym tygoDniu obcokrajowców: 
1 Rosjanin, Alexey
1 Ukrainiec, Denis
+ 2 Węgrów, wykłaDowców (ale to już 2 tygoDnie temu)
+ 1 Estończyk, wykłaDowca (tamże)

Ilość opuszczonych zajęć (w trzecim tygoDniu tego semestru):
5

Ilość sukcesów w jagiellonce: 
5: 1).bez właściwej pieczątki uDało mi się oDnowić konto; 2,3,4,5). wypożyczyłam 4 książki, które chciałam mieć, m.in.: Traktat o łuskaniu Fasolki, który chciałam przeczytać i który zajmuje słuszne miejsce obok cieknącego nieustannie klopiszcza, miejsca, w którym jak wiaDomo czyta się najlepiej.

okazuje się, że wyraz ‚pierDut’ nie wziął się w polskim znikąD, jest to rumunizm: znaczy ‚zgubiłem/łam’

a jak szłam na zajęcia, to przeDe mną szła baba i paliła papierosa, i nie wiem skąD, ale wzięła się we mnie straszna agresja, miałam ochotę zwinąć ten parasol, com go miała w ręku i nim napastować, tłuc raczej tę babę Do nieprzytomności, za to że zagęszcza powietrze, a i tak leDwo Dało się wteDy oDDychać. był to wtorek, zDaje się, czyli wczoraj.

Dziś Maria poDarowała mi kalenDarz aDwentowy; oczywiście mając aDwent gDzieś – zjaDłam razem z moimi Domowymi m&m’sami cały na raz. kalenDarz piękny, z Dziećmi jakby z Finlanii i z Mikołajem.

na koniec, wieczorem obejrzałam w galerii Delikatesy Film „miasto poDziemne kobiet”. proDukcja sama w sobie przeciętna, ale pomysł i temat niezwykle ważny i słusznie poruszony w naszym zatwarDziałym umysłowo państwie; rzecz to o aborcji, rzecz jasna. przekaz prosty, że oDebrano nam prawo, które należy nam sie jak psu zupa, że zrobił to pan leszek miller – sprzeDał wolność kobiet w zamian za poparcie kościoła Dla sprawy unii europejskiej; no tak. i że zakaz przeprowaDzania aborcji wcale nie oznacza rzeczywistego jej braku; szacuje się, że w polsce rocznie przeprowaDza się mięDzy 80ooo a 200ooo zabiegów.. z tym, że nielegalnie, w opłkanych warunkach sanitarnych i bez poszanowania goDności kobiet; a truDność w wywołaniu Dyskusji w polsce polega na tym, że w innych krajach, gDzie aborcja była nielegalna – karano kobiety wsaDzając je Do więzienia, co wywolywało w społeczeństwie żal i współczucie i chetniej zmieniano wteDy myślenie a w konsekwencji i prawo; natomiast w polsce sprytnie karze się tych, którzy pomagają kobietom – lekarzy; więc każDy, kto chciałby pomóc – jest napiętnowany i w ten sposób kobiety cierpią w Dwójnasób. a lekarze przechoDzą Do poDziemia, wyzyskują, traktują okropnie przez goniącą ich paranoję, że wpaDną poDczas skrobania. wspomnę jeszcze jeno, że w Dyskusji po projekcji uDział wzięło Dwóch panów i jeDna pani, czyli 50% panów obecnych  i 4% kobiet. czy kobiety boją się mówić? czy też nie mają nic Do powieDzenia? 

piosenka na Dziś: Feist: let it Die

a ja zabieram się za rumuński.
Otagowane:  

bo pada śnieg

Dodano 15 października 2009, w ., przez pszygody

bardzo się trudno pisze, gdy nie można wpstryknąć niektórych literek. Po tym jak podlałam kompjutir półlitrem wody – literki d i f sponsorujące dzisiejszy odcinek pilotowy przestały działać. za każdym razem więc albo wymyślam zastępcze słowa niezawierające ww. literek, albo wciskam ctrl+v; tylko, że wtedi i tak muszę zrezygnować z jednej, najcześciej więc wywalam wszystkie literki z f, bo łatwiej mi wywalić ze słownika „frajera” niż „dupę”. (jest tyle pięknych wyrażeń z nią, np.lizać dupę, albo wdupowłaz, albo coś może być z dupy albo do dupy. można też komuś wtłuc na dupę albo uganiać się za dupą. istnieją miliony możliwości.)

spotkałam dziś dziwną dziewczynę, siedziała na krzesełku w jagielonce i poobnie jak mnie, nie udało jej się załatwić (po odczekaniu 20 minut) tego po co przyszła. poszłyśmy więc na herbatę, bo w kolejce się nie zdążyłyśmy nagadać. zapytałam czy jest pesymistką, a gdy przyznała, że owszem, wyjaśniłam, że wiedziałam od razu bo zdradziła ją czarna czapką. ja i ona to dwie osoby zupełnie różne: ona zecydowana, ubrana na czarno i granatowo, bez parasola, z zapachową tabaką w torebce,  z krótkimi włosami, każdy ranek zaczyna w porze obiadu, nie lubi się uczyć, zwłaszcza języków, pali przez fifkę, którą trzyma w pudełku z napisem: tarot, z jakby zwisem na wszystko; na odwrót to ja, kolory należy zastąpić zielonym, różowym, żółtym, czerwonym itd. doszłyśmy razem do wniosku, że w polsce nikt nie zagaduje w kolejkach i to jest złe i smutne, potem doszłyśmy na piłsudskiego, gdzie musiałam wnieść swoje dupsko na trzecie piętro w celu zutylizowania indeksu, więc bez (podawania sobie) szczegółów, pożegnałyśmy się [nie znam nadal jej imienia] i poszłyśmy w swoje strony. 

ponadto w dzisiejszym odcinku zdradzam, że gdy jakiś koszmar leci z nieba można sobie wejść do jagielonki i wybrać parasolkę, bo wszyscy zostawiają swoje przy wejściu na podłodze. rozłożone, jakby reklamowali ich zalety. i można sobie też wejść za darmochę do łazienki. w zasadzie to w jagielonce można wszysko, tylko nie wypożyczyć tej książki, na której akurat nam zależy. okazuje się też, że gdy studiujesz eksternistycznie, jak moja nowa znajoma – książki możesz tylko oglądać w czytelni pod okiem wykwaliikowanego strażnika dóbr narodowych. 
postulat: na drzwi biblioteki jagiellońskiej: eksternistycznym nie dajemy do domu, ponieważ istnieją podejrzenia, że mogą gryźć woluminy.

mateusz (jeden z moich domowych, oswojonych m&m’sów) przybiegł przed chwilą mówiąc, że na asp szukają modeli. rozbierać się za 11zl na godzinę, stracić szansę na romans z przyszłym grafikiem/architektem z powodu paru wałeczków tłuszczu za 11 zł? nudzić się i patrzeć jak inni trenują swój talent zamiast robić to samemu? nem! 

piosenki, które dziś nie dają spokoju: 

mariszki (bo tłumaczy tekst i puszcza powielokroć, żeby usłyszeć poszczególne słowa): 
http://www.youtube.com/watch?v=bO_PyKIwC9k
joanna newsom: sawdust & diamonds
i jeszcze bjork: remix ratata pjosenki wanderlust (tej z anthonym)

szalom!

Otagowane:  

  • RSS