3 miesiace

Dodano 24 listopada 2017, w ., przez pszygody

pranie, tony prania, jeszcze samo wrzucani go do pralki i zalewanie litrami hipoalergicznych płynów nie jest złe, złe jest wieszanie i złe jest składanie. nie ma tego kiedy i komu robić. już mam nowe do rozwieszenia, więc suche zdzieram z suszarki i rzucam na parapety, na trampolinę u jadzi i na łóżko.
pranie. co dzień od nowa.

staś ma dziś 3 miesiace. jest cudny, próbuje siadać, ale na razie udaje mu się tylko wysunać głowę daleko w przód. chyba też zabkuje co nadaje jego rytmowi dobowemu dosyć niestabilny i niespokojny charakter, męczymy się więc z usypianiem stacha i jagi potwornie. jadzinka to nawet żeby nie spać na łóżku juz będac stara się zachowywać pozycję wertykalna. jej zasypianie, a raczej w końcu padanie ze zmęczenia, to nasza porażka wychowawcza.

w całej tej zamieszcze z obozem jestem trochę jak cieńki głos pajaczka zza obrazu, że tu jestem.

piję kawę, łykam magnez, czytam po tysiac razy kicię kocię, wieszajac pranie noca powtarzam nazwy 7 wydziałów auszwic, lecę po kolei komendantów, przyczyny powstania obozu, daty pierwszych wizytacji himmlera, rozwijam w pamięci nazwy rsha i wvha, jem śniadanie i jestem na konferencji w wansee, uśmiechamy się do siebie ze stachem podczas przebierania i uśmiechaja się do mnie wszystkie dzieci auszwic, macha do mnie stanisława leszczyńska, a ja odpycham smutne myśli i staram się skupić na tym cudnym uśmiechu mojego synka. ale wiem, że muszę do nich wrócić, obejrzeć ich cierpienie jeszcze nie raz.

myślę, że to chwilowo za dużo dla mnie. jak mówi jadzia, kiedy wieczorem się do mnie przytula: „jestem malutka”.

3 miesiace, według karla fritscha, jednego z najbrutalniejszych kierowników obozu, tyle czasu miał każdy, kto przybył do obozu, tyle miał prawo żyć, poza księżmi, dla nich był tylko miesiac, ale to i tak więcej niż dla Żydów, którzy dostawali tylko 2 tygodnie.

wybaczcie też wisielczy nastrój.

 

i tak

Dodano 15 listopada 2017, w ., przez pszygody

kawę odgrzewam w garnku, tak jak dzisiaj, w te dni, gdy akurat staś nie chce spać.

sprzatam, gdy mogę, gdy rano wyjatkowo mocno nie chce mi się uczyć, albo po południu, a najczęściej przymuszona poczuciem wstydu, gdy spodziewam się gości. tfu, przecież ja tu mogę się spodziewać tylko jednego gościa, ale za to jakiego :D ciotki ejebiny :D
wieczorami, gdy nie śpię, odmóżdżam się przed serialem z m., staramy się wtedy nie jeść słodyczy.

tematy nie topnieja, siedzę nad nimi już tyle czasu, że powinnam każdy znać na pamięć, ale nie ma tak lekko. niestety jakość mojego skupienia jest mizerna i fakt, że jestem chronicznie zmęczona, chora i zestresowana nie wpływaja ani krztyny pozytywnie na naukę.

do tego przerywanie skupienia płaczem, nawoływaniem „maaamooo”, wreszcie to, że muszę się uczyć kiedy mogę, a nie kiedy chcę, powoduja kolizję myśli, wywrotki w brzuchu i strach przed dniem 0, a w zasadzie przed dniem 11. i tak. gdyby dodać do tego, że jadwinia chętnie nadal leje w majtki, a także kupę w nie robi, bo do nocnka nie lubi, a zapieluchować na tę okazję się nie da, to może wam uzmysłowię ogrom pracy, który czasami się dla mnie fantastycznie kumuluje z akurat płaczacym niemowlakiem. wczoraj na przykład przebierajac jadzię pozwoliłam {na szczęście} dosyć suchemu klockowi wyskoczyć z majtek i poturlać się nieszczęśliwie kawałek po naszej kanapie.. takie to przygody.
chciałabym, a jest ciężko.

jadzinka przegapiła pasowanie na przedszkolaka, chora była i na antybiotykach. a już umiała kwestię Listka II, „o jesieni już wstajemy, bo my wcale spać nie chcemy”, wycinała co prawda z oryginału „bo my”, ale to tylko kosmetyka wszak.

jadwinia ciężko znosi powrót po przerwie do przedszkola. wymyśla, że się boi, nawet swojego przyjaciela „kapselka”. m. musi „zagryźć zęby” jak mówi, żeby się zmusić do zostawienia jej ciociom w takim rozwytym stanie. potem ja dzwonię i kontroluję, czy już się uspokoiła i zazwyczaj już jest po kryzysie na szczęście..

a stach uśmiecha się dużo, próbuje coś mówić do nas, czaruje swoimi jeszcze granatowymi oczami o długich rzęsach i robi się coraz słodszy. tylko nadal często płacze, bo to już chyba tak będzie mieć, to nasze dzieciatko.

niestety nie udało nam się przez chorobę jadzi właśnie odwiedzić naszych ostrowian. smuteczek.

gosia nadal w bp., bania w ldn., a maryjka w trcj. takie jesteśmy rozjechane.

spróbuję się pouczyć, dzisiaj wypada niemiecka i sowiecka okupacja w PL, polityka nazistowska wobec polaków podczas wojny i może wjadę na ruch oporu. ciężary, jak dla matki karmiacej.

za to na noce nie mogę narzekać, staś cudownie daje nam spać, budzi się koło 2.30 na karmienie i potem przed 6, przy czym zasypia zazwyczaj o 19. jesteśmy szczęściarzami jak nic.

 

uśmiech

Dodano 14 października 2017, w ., przez pszygody

dzisiaj stach uśmiechnał się pierwszy raz :) obydwoje z m. cieszyliśmy się jak dwa głupki.
a teraz zabieramy trzódkę na wycieczkę do krakowa.

 

3700 w kropki

Dodano 9 października 2017, w ., przez pszygody

no i oto pierwszy raz Stach wyladował na sorze. a zaczęło się niewinnie, bo od mojej zachcianki na łososia w curry z ryżem, które sobie ugotowałam byłam i jadłam przez dwa dni, po których to Stach pokrył się kropkami – od stóp do głów, biduula. pani doktor skierowała na badania do szpitala i tak Stachowi pobrano krew i przebadano na ewentualność jakiejś infekcji – której szczęśliwie nie wykryto. alergia zatem – fenistil w kropelkach zalecono nam brać i tak to wyglada, a kropeczki ciagle sa. Pani doktor najbardziej zaniepokoiła się wyciem Stacha, ale jak jej powiedziałam, że on tak normalnie też wyje, to się uspokoiła i jeszcze więcej empatii pojawiło się w jej oczach.

dziś wybrałam się do auszwic na jeden z wykładów, których za moich czasów nie było: „jak mówić o zagładzie sinti i romów” – odciagnęłam mleko dla stacha, podjechałam do obozu, przez chwilę szukałam sali – na szczęście mam znajoma, która tam pracuje i wszystko wie i do niej zadzwoniłam i mi powiedziała, że ponieważ tegorocznych kursantów jest ok.60 to zajęcia odbywaja się w kinie – bo dużo miejsca, i tam poszłam, ale co się okazało, niestety zajęcia były poplatane, te na których chciałam być odbyły się dzeń wcześniej, a trafiłam na powtórkę z lachendro o tym jak powstawało muzeum.. no nie jest to ciekawy temat, więc wyszłam zaraz po tym, jak weszłam. wyniosłam zdobycznie za to dwa numery telefonów do ludzi, którzy mi użycza notatek.

od sobotki minęły dwa dni, jest poniedziałkowy wieczór, staś jużbez kropek, szczęśliwie sobie śpi. jadzinka obok je zupę mleczna z makaronem, m. pojechał po jakieś pyszności na kolację. nic się dzisiaj nie uczyłam, bo dzień mi się rozbił na kawałeczki. za wcześnie wstałam i jestem nietomna od południa.. za to przyszła paczka od siostry i super rzeczy tam znalazłam, a zwłaszcza takie, których nie powinna jeść ze względu na zawarta w nich czekoladę. jadzinka coraz piękniej rysuje i koloruje, jest niesamowicie staranna, aż zadziwiajaco, no i lubi kolorować. poza tym niezły z niej urwis i hegemon.

zdjęcia jakieś wrzucę potem, bo jadzinka bajki oglada właśnie na moim telefonie. w weekend aniaobrał i gosia, jak dobrze pójdzie ;)

 

55 cm szczęścia i miłości

Dodano 4 października 2017, w ., przez pszygody

tyle mierzy Stach, o ile go dobrze zmierzyłyśmy z Tereska, a można założyć, że z centymetr albo dwa więcej, bo nóżek mu nie prostowałyśmy do pomiaru ;P

Staś rośnie, kwiczy, piszczy, wyje i beka na potęgę. chodzę z nim w chuście, w której nasz babel lubi spać. kapieli nie znosi nadal, jada sobie regularnie, w nocy zazwyczaj śpi dłużej i daje mi odpoczać, mleko potem uzupełnia w dzień.

dzisiaj środa i w zasadzie najwięcej dobrych wiadomości mam o jadwince, która i przespała cała noc u siebie w pokoju – z własnej woli, bez przenoszenia w nocy czy innych chachmentów, dospała do rana z sucha pielucha, wysiusiała się na nocnik i poszła do przedszkola bez grymasów na już drugi dzień bez pieluszki, a za to w majtach. może i późno to wszystko, wszak jaga ma już prawie 3 lata, jednak jest to olbrzymi sukces i serducha nam rosna z radości i dumy.

znów pod łokciami stosy kartek zapisanych zdruzgotanym życiem więźniów auszwic. uczę się ich mozolnie, bo okrucieństwa nie łatwo chca się zaaplikować do pamięci na stałe w zestawieniu z datami, w splocie przyczynowo-skutkowym, z komentarzem historycznym, z danymi liczbowymi. niektóre rzeczy boję się wiedzieć i pamiętać, bo potem przychodza niespodziewanie, np. jak patrzę na śmiejaca się jadwinię, a moja głowa już wyświetla obraz zmizerniałych dzieci obozowych, które śmiały się pewnie rzadko; widzę matki ukrywajace łkajace z głodu niemowlęta i „muzułmanów” słaniajacych się z glodu, gdy cieszymy się dobrym jedzeniem przy obiedzie; a na spacerze po parku rozmyślam o tym, jakie to szczęście, że nikt nie kontroluje tempa naszego marszu karabinami. trzeba się będzie nauczyć ignorować te wychudłe buzie wypatrujace lepszego losu niewidzacymi oczami gdzieś pomiędzy poranna a wieczorna codzienności, trzeba będzie pamiętać, że ich już nikt nie skrzywdzi. bardziej.

to nie będzie takie proste zakuć, zdać i zapomnieć. to sobie trzeba będzie utrwalać każdego dnia. i plastycznie o tym opowiadać, żeby robiło odpowiednie wrażenie przy pierwszej styczności z nieświadomym człowiekiem.

a pomyśleć, że mogłam zostać artystka.
może jeszcze potem.

tymczasem wybieramy się do ostrowa i już się nie mogę doczekać, bo dawno wszystkich nie widziałam. no a staś to jeszcze nigdy.

najczęściej odwiedzajaca stacha ciocia – albo ciocia, która stach odwiedza najczęściej:

na jednej z wizyt jadzinka z gniewkiem szaleli na golasa i skończyło się chyrlaniem u obojga – obydwoje też na jakiś czas wyłaczyli się z przedszkól, a po jadzię musiałam w czwartek o 11 dylać na nogach, bo auta przecie nie mam, no i ze stachem w chuście i potem wracaliśmy autobusem, i w sumie fajnie było, gdyby nie ten duszacy kaszel, który jadzince nie pozwalał nawet słowa powiedzieć do końca..

ale na drugi dzień już jej pięknie wszystko przeszło – taka to choroba, że pewnie alergia, jak zawsze. w weekend poleliśmy do lasu na grzyby :D i mimo wysypu – nic nam się nie udało znaleźć, ale byliśmy zapewne tysięcznymi grzybiarzami w tym miejscu tego dnia.

no i tak, dni płyna szybko, dzieciaki rosna, a tylko my się starzejemy..

 

miesiac + 1

Dodano 25 września 2017, w ., przez pszygody

To już miesiac minał, odkad Stach jest z nami. szybko jakoś, ale tak, tydzień w szpitalu, potem dwa tygodnie marcina w domu no i tydzień mój sam na sam w domu ze Stachem i popołudniami z Jadwinia i zleciało. z dobrych rzeczy to taka, że zważyłam Stacha i rośnie jak szalony, wyszło nam 1200 gramów w 4 tygodnie, ale to też w sumie w niecałe 4 tygodnie, bo nie wiem, którego dnia w szpitalu waga mu spadła do 2040, a był taki jeden dzień, no i to jest bardzo dobra wiadomość, bo schizowałam, że nie będzie ładnie przybierał, jak mu nie odciagnę i nie podam w butli, a tymczasem jest bomba.

jadwinia coś dzisiaj rano blada była i wyszło, że ma 37stopni, to jej nie posłaliśmy do przedszkola, co ciekawe dosyć szybko jej przeszło bycie blada, gotowała ze mna pulpeciki rybne, sikała tylko na nocnik i co najlepsze – w pewnym momencie przyszła do mnie mówiac „już się nie boję kupy” i w pielusze był klocek :D zrobiła w końcu bez płaczu i bez dramatów, dostała w narodę paseczek czekolady . hip hip hurra.

od tygodnia w zasadzie lało, dziś jest pięknie, słonecznie i aż mi kilka os wpadło do mieszkania , a tu wyjść nie można, bo z jadzinka taka niby goraczka to nie wyjdę.. no i czekam na ratunek dla frediego w postaci babci lub dziadka..

nie ma ze mna kontaktu od wczoraj, bo rano pojechałyśmy z jadwina do niwy wymienić mi telefon i przedłużyć umowę. teleon wybrałam sobie piękny, gorzej że od wczoraj rana nie chce mi się właczyć sieć i tylko internet mi działa, a smsy i dzwonienie już nie. miało się właczyć po 24 godzinach i na razie dupa jest.

chodzi za mna jakiś mecz reprezentacji. gdyby grali, to bym się nawet postarała nie przespać.. tak jak ostatnio.. ale prawda jest taka, że koło 15 zaczynam lekko siadać.. głowa mi się chyli w dół, nerwowość robi się jakby gęstsza.. nie umiem spać w dzień, wczoraj trochę drzemałam, ale mam wrażenie, że wiem dokładnie co się wokół działo w tym czasie.. no i niby człowiek nic nie robi, tylko leży z dzieckiem u piersi w regularnych odstępach czasu, a to daje taki wycisk, że szok.

jem przeokropnie za dużo słodyczy.. może i od tego nie zgrubnę, ale cera to mi się ładna nie utrzyma..zreszta za chwilę zacznie się najgorszy moment poporodowy – wypadanie włosów, które nie wylatywały przez cała ciażę, to sobie policzcie.. 100 włosów dziennie x 8 miesięcy.. dizaster.

no nic, może jakieś pranie wstawię.. albo coś.
bywajcie.

 

foto oto

Dodano 17 września 2017, w ., przez pszygody

a oto i staś:

ledwo parę godzin wcześniej był tu:

potem wydawał się całkiem zadowolony z warunków i z życia w ogóle

nawet przez jeden dzień i noc był kosmonauta i leżał sobie w ultrafiolecie

potem odwiedziła go starsza siostra

a już nazajutrz dziadkowie przyjechali po stacha i po mnie . wyszłam w sumie po miesiacu z tego szpitala, stach zaś równiutko po tygodniu od pojawienia się na zewnatrz.

taki stach – to już w domu, nadal chudziutki, trochę jeszcze żółty, ale bez tych wstrętnych opasek szpitalnych na nodze i ręce, bez tłustych położnych rzucajacych mi okropne spojrzenie, jeśli któregoś ranka stach nie przybrał 150 gramów od poprzedniego ranka, wreszcie bez porannego mierzenia mamie temperatury i pytania o to, czy był wczoraj stolec. w końcu bez kropelki enfamilu wylewajacej się z kacika stasinych ust zawsze po krótkiej wizycie w pokoju położnych – dla uspokojenia, wiadomo. bez pytania mnie o zdanie na temat dokarmiania sztucznym mlekiem. nic to. jesteśmy już w domu.

tymczasem udało mi się zrobić jadzince kucyk a potem fotkę – unikat na skalę światowa.

a tu szczęśliwy tatuś ze szczęśliwym stachem:

podsumowujac:
dzieci w domu: 2 + fredek = 3,5
zjedzonych od wyjścia ze szpitala ciastek: miliony
obejrzanych kup w pieluchach: między 200 a 250 w tym tygodniu
liczba stasinkowych zesikań się na brzuch i ciuszki już po umyciu dupki: ok. 40
liczba trafień siuśkami we własna buzinkę: 4
liczba przespanych nocy: 0
obejrzanych seriali: GOT sezon 7 w pełni oraz Narcos sezon 3 + 3 odcinki przyjaciół
liczba pozostałych wolnych dni marcina do pomocy w domu: 0

poza tym jesteśmy chorzy
jadzinka oglada mnóstwo bajek i je mnóstwo naleśników, które sama pomaga robić i nadal jakby nie pamięta imienia swojego braciszka
jestem śpiaca i przypominam zombi
marcin lata jak w ukropie, pierze, robi zakupy, ładuje rozładowany wciaż akumulator a w międzyczasie czyta jeszcze wykop
a staś o ile nie śpi, to je albo wyje.
i tak to.

a jeszcze była u nas ciotka gosia z wizyta i wcześniej też ciotka ewelina.

 

w ujastku rodzi się szczęście już drugi raz

Dodano 7 września 2017, w ., przez pszygody

Kiedy urodziliśmy Jadzię, wkleiłam tu zdjęcie jej miny zaraz po tym, jak się pojawiła i gdy trzymałam ja pierwszy raz. Mam takie zdjęcie również ze stachem, on się na nim też całkiem średnio cieszy, że już musiał wyjść z brzucha, no i wkleiłabym tu to zdjęcie, gdyby nie to, że marcin zrobił je dokładnie w momencie, gdy pan doktor, bardzo zreszta miły i w porzadku, akurat mnie zszywał i zaciagał szew w bardzo newralgicznym miejscu, o czym mówi moja mina z tego zdjęcia. więc nici z tego. nie wkleję.

rodziliśmy całkiem krótko, z jadźka było 5 a ze stachem 4 parte, ale na ujastku chyba na więcej nie pozwalaja, bo leżac tam przez miesiac i słuchajac wszystkich porodów tylko raz słyszałam naprawdę dłuższe rodzenie.

swoja droga wycie porodowe jest okropne do słuchania, już chyba lepiej jest być w środku, w sali pełej światła, z żóltym fotelem porodowym, z mężem łażacym w kółko i krzyżyk ze zdenerwowania i dajacym niepotrzebne w tym momencie nikomu buziaki w czoło, z bardzo stanowcza położna i z dzieckiem, które już tuż tuż za chwilkę wyńdzie i odezwie się pierwszym wyciem, jakby chciało mamie zawtórować.

czy się darłam? a jak :) nie wierzę w kobiety, które nie krzycza przy porodzie, to się nie da.

staś jest maciupki, jak i jadwinka była na poczatku, z tym że on nieco większy. teraz już prawie 2,5 kilo waży więc nie ma źle. leżał żółtko moje pod lampami z fioletem w szpitalu, uleczył się i teraz już mieszkamy znów w brzeszczach.

poznałam znów tysiac miłych kobiet i ich nowych dzieci, ewkę, pati, linę, agnieszkę, natalię, monikę, hanię, alicję i magdę. imiona ich dzieci trochę mi się mieszaja.

teraz już jesteśmy w domu, remont skończony , mamy już wodę i prad i ekstra piękna kuchnię. m. jeszcze tydzień zostanie w domu, zmieniamy się przy karmieniu w nocy, da się trochę odpoczać. swoja droga miałam właśnie pójść spać, bo m. i jadwinka pojechali na basen, ale za 5 minut pora karmienia stacha, a tęskno mi ciagle ostatnio za muzyka , to sobie napisałam i słucham. jem też ciastka i piję herbę. trzeba się posilić przed odciaganiem mleczka.

dobra zmykam, foty będa później.

 

Ujastek 0.2 2

Dodano 22 sierpnia 2017, w ., przez pszygody

No i nadal tu siedzimy ze stachem.
Kobietki przychodza i wychodza w regularnych odstepach.
Rutyna nudzi jak fiks. Powtarzajace sie z mordercza precyzja obiad, kolacje i sniadania przeplatane ktg wywoluja nerwowe drgania powiek i ironiczne uskieszki pacjentek.
Proby rozbicia powtrzalnosci nie maja z grubsza sensu. Czas i tak stoi, rzeczy dzieja sie poza naszym polem manewru.
Tymczasem dom niegotowy. M. walczy z kuchnia ale pewnych rzeczy sam nie jest w stanie. Trzeba czekac na specow.
Przynajmniej tym razem mamy juz dla stacha lozeczko, bo dla jadzi zapomnielismy zamowic i spala z poczatku w gondoli, zdaje sie:)
No nic, czekamy dalej.

 

Ujastek 0.2

Dodano 15 sierpnia 2017, w ., przez pszygody

Polowa sierpnia, siedze aww zasadzie chwilowo wygodnie sobie leze na ujastkowym wyrku, czekam na odwiedziny m. i jadzinki. W tej ciazy, podobnie jak w ciazy 0.1 nalezy mnie i babla w brzuchu obserwowac, wiec poslusznie sie dajemy. Czekam na czwartek, bo wtedy ma sie pare rzeczy wyjasnic, a moze nawet rozstrzygnac.

Warunki zle nie sa, wszak to jeden z bardziej luksusowych szpitali, o ile mozna tak powiedziec, mimo to powodow do narzekania moge wymienic bez liku. Od wrednych lekarek po malo urozmaicona diete i niedostateczna czystosc.. ale najbardziej doskwera nuda i tesknota za kochana jadwinia i kochanym m. oraz fredzikiem.

Za chwilke obiad, potem odwiedziny, potem ktg i pewnie jeszcze przez chwilke odwiedziny, a potrm zostaje telewizor, ksiazka, pogaduchy ze wspolcierpietniczkami i oczekiwanie na obchod.

Odwiedzilo mnie tu juz duzo ludkow, oprocz m. i jadwini byla aniaobral, karolinaka z kuba, ktorzy zapowiedzieli sie ponownie z warzywnym pasztetem, byli tez majka z piotrkiem z super pysznym sokiem z burakow, takze fajnie. Ewela na razie nie dala rady, ale jest jej to wybaczone, bo ma gniewka pod opieka to tak sie latwo nie da.

Ze smutnych rzeczy to przegapilismy, przez moj pobyt na ujastku, chrzciny natana:( zaluje bardzo, bo jeszcze bombla nie widzialam, poza tym ominelo nas mile spotkanie rodzinne, a nie ma nic gorszego niz takie przegapiny:( nic to, moze sie uda wybrac do ostrowa innymi czasy gdzies niedlugo..

Gosia juz wrocila do bp, a udalo nam sie spedzic troche czasu razem niz ruszyla podbijac hiszpanskie plaze i nawet bylysmy w osieku na basenie i plywalysmy, podczas gdy upal opalal nasze odsloniete bebolki w tym moj ze stachem w srodku, ktory wtedy byl chyba jeszcze kajtkiem zdaje sie..:) na razie stanelo na stachu i juz mam w nosie gus i jego statystyki, ze stachow 2016 bylo prawie 4tysie, trudno, fajne jest to imie i jakos mi do bombla na razie bardzij pasuje nizli hugo czy witold. Takze ten. Zobaczymy.

Tymczasem zajechal parowoz z obiadkiem, wiec zabeermm sie za rosniecie i przybieranie na wadze. Bywajcie!

 

  • RSS